zatopione zloto z Wrocławia

Kruk Rafał

Zatopione złoto

Złoto Wrocławia rozpala zmysły poszukiwaczy skarbów od wielu lat. Co jakiś czas pojawiają się okresowe doniesienia prasowe o nowych tropach czy dokumentach, które dodatkowo rozpalają gorączkę złota u przysłowiowego Kowalskiego. Bo czy może być coś bardziej opłacalnego niż wykopanie z ziemi kilku ton złota i to w sztabach, lub też wyprowadzenie pociągu z zasypanego tunelu ?

I tak właśnie co kilkanaście miesięcy nowe zastępy domorosłych poszukiwaczy ruszają w teren, uzbrojeni w łopaty i od czasu do czasu wykrywacze metali licząc na łut szczęścia. Na szczęście Ci są niegroźni dla środowiska gdyż jak możemy domniemywać Niemcy rabowane skarby ukrywali raczej głębiej niż pokaże najlepszy wykrywacz metalu, a tym bardziej niż da radę sięgnąć łopatą w ziemię potencjalny odkrywca.

Gorszym elementem są niestety Ci bardziej zdeterminowani. Nie powiem, że profesjonalniej wyposażeni gdyż dodatkowym ich sprzętem są kilofy i młoty, jednak bardziej niebezpieczni zwłaszcza dla obiektów zabytkowych. Potrafią rozwalić ściany, kominki czy podłogi w opuszczonych zamkach i pałacach. Niszczą dosłownie wszystko, nie zastanawiając się nad swoimi czynami. Dlatego w obawie przed watahami takich odkrywców pozwolę sobie pominąć nazwę miejscowości, o której jest historia.

Jakiś czas temu rozgrzał atmosferę pewien Pan z Fundacji Śląski Pomost twierdząc, że jest w posiadaniu dziennika wojennego niemieckiego oficera nazwiskiem Ollenhauer będącego podczas II Wojny Światowej bliskim pomocnikiem dr Guenthera Grundmanna. Sam Grundmann jest postacią nad wyraz ciekawą i tajemniczą. Stanowi punkt wyjścia do wielu dolnośląskich zagadek skarbowych z okresu wojny.

Podczas II Wojny Światowej Guenther Grundmann był konserwatorem zabytków prowincji dolnośląskiej. Oprócz normalnych zajęć dla zajmowanego stanowiska odpowiadał również za przygotowanie składnic i skrytek dla ewakuowanych przez Niemców zabytków. Do 1944 roku przygotował 80 skrytek, których lokalizację umieścił szyfrem na specjalnej liście. Odnaleziona we wrocławskich ruinach i odszyfrowana stanowiła punkt wyjścia do odzyskiwania dzieł sztuki. Zachodzi jednak pytanie czy od czerwca 1944 do ewakuacji w 1945 zaprzestał szukania nowych lokalizacji dla kolejnych skrytek depozytowych ? Cudowanie odnaleziony Dziennik Wojenny temu przeczy, jednak czy na pewno jest on autentykiem ? Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć, natomiast śmiało mogę rozwinąć kilka wskazanych lokalizacji wymienionych w dzienniku, jako miejsca gdzie ponad 15 lat temu już były prowadzone poszukiwania znając ich lokalizację z zupełnie innego źródła.

Przygoda z pałacem w miejscowości K. rozpoczęła się od sprzedanej informacji od współpracownika dawnych służb zaangażowanych w poszukiwania skarbów na terenie całego kraju. Jak zwykle w takich sprawach pałac mieści się na Dolnym Śląsku, a możliwość wydobycia depozytu wymaga ogromu pracy i nakładów finansowych. Oczywiście bez gwarancji na pozytywne zakończenie prac.

Historia pałacu sięga XV w., w którym to pierwotne założenie obronne zostało przebudowane na rezydencję bardziej reprezentacyjną. Na przestrzeni lat zmieniali się właściciele aż do momenty zakupu dóbr przez rodzinę F. Rodzinę, która co dla nas istotne na przełomie XIX i XX wieku bardzo mocno odcisnęła swoje piętno na śląskiej bankowości. Ostatnim przedstawicielem rodziny F. władającym pałacem był bankier KF. Zgodnie z informacjami oficjalnymi pozostawał od w majątku do roku 1937. Jednak pomiędzy rokiem 1937, a 1945 pozostaje niebezpieczna pustka, która aż prosi się o wypełnienie. Tutaj pojawia się człowiek z dawnych służb, który utrzymuje że jest w posiadaniu informacji potwierdzających fakt przebywania do 1945 r. w pałacu bankiera KF. Utrzymuje on również, że KF podczas II wojny światowej w dalszym ciągu czynnie uczestniczył w pracach rodzinnego banku.

Nieistotna informacja rzuca całkiem nowe światło na dalsze wydarzenia. Otóż KF w okresie poprzedzającym nadejście Armii Czerwonej wywozi z banku co najmniej jeden samochód z depozytami. Samochód dociera do pałacu w miejscowości K. gdzie depozyt w workach bankowych (!!!) zostaje złożony w jednej z sal w wieży pałacu. Analizując dotychczas poznane sposoby lokowania depozytów przez dr. Grundmanna jest to jedna z wielu składnic.

KF pozostaje w dalszym ciągu w pałacu, być może pilnując przewiezionych depozytów. Sytuacja zmienia się wraz z nadejściem frontu. Wówczas bankier korzystając z pomocy służącego wyrzuca przez balkon w wieży przywiezione worki. Lądują one na dnie stawu parkowego, który znajduje się pod balkonem. Akcja prowadzona szybko i w ograniczonym gronie ma zatrzeć ślady przed Rosjanami. Faktycznie wkraczająca armia nie znajduje nic z przywiezionego dobra, KF ucieka na zachód, a pałac po wojnie trafia w ręce władzy ludowej, która postanawia utworzyć w nim mieszkania dla pracowników PGR. W takiej formie pałac jest wykorzystywany do 1965 roku, po którym to popada w ruinę i … na przestrzeni lat zupełnie znika. Na dzień dzisiejszy w miejscu gdzie stał przez setki lat mamy cypel porośnięty samosiejką i zabrudzony staw parkowy.

Ciężko byłoby obecnie ustalić miejsce poszukiwań gdyby nie przedwojenne pocztówki pałacu. To na ich podstawie i zachowanych elementów przyziemia udało się w miarę dokładnie ustalić miejsce wieży z balkonem, a co za tym idzie domniemanego zalegania depozytu w stawie.

Próby dotarcia do interesującego nas miejsca niestety jak na razie nie odniosły skutku. Miejsce, w którym mogły lądować worki z depozytem jest obecnie przysypane gruzem z wieży pałacowej. Aby dotrzeć i potwierdzić fakt zatapiania należy wpierw oczyścić zbiornik i wybrać zalegające w nim cegły. Dodatkowych rumieńców dodaje fakt przygotowania przez wieś w 2008 roku Planu odnowy miejscowości K.,  w którym znajduje się pkt. Oczyszczenie stawu znajdującego się wsi. Czytamy w nim, że oczyszczenie „wpłynie nie tylko na poprawę jego estetyki, ale również na poprawę atrakcyjności turystycznej miejscowości”. Poprawę czegoś, czego nie ma we wsi od lat.

Jest to jeden z kilku dolnośląskich „pewnych” tematów skarbowych i jeden z tych, o których głośno nie mówią wszystkie fora internetowe czy piszą lokalne tygodniki szukające rozgłosu. Być może kiedyś znajdzie się odpowiedni sponsor zainteresowany przeprowadzeniem badań terenowych i weryfikacją tej historii. Dla dociekliwych proponuję zagadkę – cóż takiego mogło być w workach bankowych, że można było je ukryć w stawie ?

 


Komentarz jako:

Komentarz (0)