rabsztyn

Roś Jerzy

Srebrny skarb z Rabsztyna

Skarb znaleziono kilka lat temu w Rabsztynie, odkrycia dokonała przypadkowa osoba, która zawiadomiła mnie jako kustosza muzeum w Olkuszu. Udało się, dzięki pomocy i zaangażowaniu kilku osób, zebrać około 200 średniowiecznych srebrnych monet . Skarb był rozproszony na obszarze kilku metrów kwadratowych, prawdopodobnie został naruszony już wcześniej przez jakieś prace ziemne lub naturalne osuwanie się ziemi, zresztą zapewne ukryty był bezpośrednio w ziemi bez żadnego opakowania w rodzaju sakiewki czy naczynia glinianego. Wydaje się, że pochodzi XV wieku, większość monet, jakie udało się do tej pory oczyścić i określić to denary koronne Władysława Warneńczyka. Są to drobne monety, bez napisów czy dat, stąd pewna trudność w określeniu ich typów, zawierają tylko rysunek korony po jednej, a orła po drugiej stronie. Dlatego przynajmniej kilka dni trzeba poczekać na dokładne określenie ich liczby, bowiem część monet jest ze sobą zlepiona w niekształtne bryłki i moczą się w tej chwili w roztworze amoniaku, aby można było je rozdzielić oraz odczytać ich rysunek i porównać z tabelami chronologicznymi. Jeżeli jednak potwierdzi się, że skarb pochodzi z lat 1434-1444, a więc panowania Władysława Warneńczyka, to jego historia może być bardzo romantyczna.

Zamek w Rabsztynie należał wtedy formalnie do młodej i pięknej Jadwigi Melsztyńskiej, którą po przedwczesnej śmierci jej ojca Jana, opiekował się stryj Spytko z Melsztyna. O jej rękę (bo panna była nie tylko młoda i piękna, ale i bogata) starało się wielu przedstawicieli najbogatszych rodów ówczesnej Polski. Jej oficjalnym narzeczonym był bratanek samego biskupa Zbigniewa Oleśnickiego, człowieka, który właściwie rządził krajem, bo król Władysław miał zaledwie 10 lat, kiedy objął rządy, a 20 kiedy zginął pod Warną w bitwie z Turkami. Jadwigę porwał i zmusił do małżeństwa zuchwały rabuś i banita Jan Krzyżanowski. Porwanie odbyło się zapewne za zgodą panny, bo Krzyżanowskiego znała już wcześniej.

Sam zamek w Rabsztynie wtedy właśnie, w 1439 roku, był oblegany przez wojska królewskie, bowiem Spytko z Melsztyna, jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli – zaangażował się w działalność opozycyjną. Popierał on bowiem powstańców husyckich, którzy na terenie Czech i Ślaska walczyli z dominacją kościoła katolickiego i popierającymi go książętami niemieckimi i śląskimi. Spytko próbował religijne i społeczne idee husytyzmu z Czech przenieść do Polski i poparła go bardzo liczna grupa rycerstwa. Przede wszystkim chodziło o dziesięcinę czyli podatek pobierany od produkcji rolnej przez Kościół oraz majątki zakonne i biskupie, które szlachta miała ochotę podzielić między siebie. Na pograniczu śląsko-polskim, chronionym przez zamki systemu obronnego „orlich gniazd”, do których należał też Rabsztyn, dochodziło do licznych walk i napadów. To wtedy właśnie napadnięto na klasztor w Częstochowie i porąbano mieczami obraz Matki Boskiej, skąd pochodzą dwie blizny widoczne do dzisiaj na obliczu Czarnej Madonny. Dokonał tego jeden z Polaków w służbie husyckiej Dobko Puchała, który na pewno musiał kontaktować się z innymi zwolennikami husytyzmu po polskiej stronie, zwłaszcza z takimi, w których rękach znajdowały się pograniczne zamki. Sam Spytko zginął w 1439 roku, po nieudanym napadzie na radę królewską, która obradowała pod przewodnictwem znienawidzonego przez niego biskupa Zbigniewa Oleśnickiego.

Kolejna osoba, której nazwisko, które może być związane z rabsztyńskim skarbem to Mikołaj Kornicz Siostrzeniec. Ten także był zwolennikiem husytyzmu, pełniąc funkcję burgrabi na również pogranicznym zamku w Będzinie zasłynął takimi działaniami, że w 1434 roku został skazany przez sąd królewski za zdradę i fałszowanie dokumentów koronnych oraz wiele napadów i rabunków, między innymi spustoszył Sławków i okolice, które były dobrami biskupa krakowskiego. Jednak już w 1436 roku tenże Mikołaj Siostrzeniec wspominany jest jako burgrabia zamku rabsztyńskiego, mianowany na to stanowisko przez Spytka z Melsztyna.

Prawdopodobnie burzliwe wydarzenia polityczne, w które wplątani byli właściciele ówczesnego Rabsztyna: napady, oblężenia, bitwy skłoniły któregoś z nich lub osobę pozostającą na ich służbie do ukrycia swojego majątku w postaci skarbu, na który właśnie natrafiliśmy.

Skarb ten jest wielką okazją do przeprowadzenia akcji promocyjnej zamku w Rabsztynie, przy nagłośnieniu znaleziska w mediach wielu turystów chce zobaczyć miejsce jego odkrycia, czasami licząc nawet na łut szczęścia, że gdzieś się tam jakaś monetka jednak zapodziała. Teraz akurat bym na to nie liczył, bo współpracowało ze mną podczas wydobywania skarbu środowisko tzw. „detektorowców”, którzy zazwyczaj są utrapieniem dla archeologów, ale tym razem bardzo mi pomogli. Dzięki zastosowaniu wykrywaczy metali udało się dokładnie przeszukać dostępny teren, za co im serdecznie dziękuję. Zamierzam zwrócić się do władz Olkusza, zwłaszcza do miejskiego konserwatora zabytków i Miejskiego Ośrodka kultury z propozycją wspólnej akcji promocyjnej skarbu i zamku w Rabsztynie, naszego muzeum nie stać na konserwację, właściwe wyeksponowanie znaleziska, przeprowadzenie koniecznych regularnych badań archeologicznych w miejscu jego odkrycia, myślę także o wydaniu folderu promocyjnego oraz o publikacji książki prezentującej pełny inwentarz skarbu.

Jerzy Roś


Komentarz jako:

Komentarz (0)