pexels-photo-841286

Kruk Rafał

Skarby z Łutowca

Strażnica obronna w Łutowcu została wybudowana prawdopodobnie w XIII wieku, jako część linii pogranicza. W swoim założeniu miała prawdopodobnie wspomagać podczas działań zbrojnych zamek królewski w Bobolicach, a potem również w Mirowie.
Strażnica pełniła również funkcje mieszkalne. Posiadanie takiego obiektu było wyróżnieniem dla jej właściciela. Obiekt w Łutowcu składał się z dwóch części – górnej ulokowanej na wysokiej 20 m skale, a także majdanu gospodarczego otoczonego wałem ziemnym oraz prawdopodobnie suchą fosą. Podobnie jak inne tego typu obiekty jurajskie wieża w Łutowcu było kamienno-drewniana. Ślady ścian kamiennych widnieją na skale do dnia dzisiejszego. Niestety teren majdanu został zniszczony poprzez wybudowanie na nim domu mieszkalnego przed II Wojna Światową.

 

 

Ze strażnicą wiążą się rozmaite legendy związane ze skarbami. Niektóre okazały się prawdą i do dzisiaj wśród miejscowych pamiętających tamte wydarzenia są wspominane.
Miejscowi ludzie od zawsze opowiadali, że przy skałach z ruinami są ukryte ogromne skarby. Niektórzy ich szukali, niektórzy twierdzili, że już je znaleźli, jednak zawsze kończyło się na tym samym – na opowiadaniach. I tak przez ostatnie kilkadziesiąt lat krążyły te opowieści, co roku ubierane w nowe historyjki, które nadawały im nowego kolorytu. Pewnie byłoby tak do dzisiaj gdyby pewnego dnia nie wydarzyła się pewna historia.
Dzień zaczął się jak każdy inny. We wsi każdy wie co ma do roboty więc od rana wszyscy zajęci byli pracą na gospodarstwie. Mijały kolejne godziny, we wsi spokój, cisza. Wówczas turystów było jak na lekarstwo i każdy obcy wzbudzał ciekawość wśród miejscowych. A tym bardziej zachodni samochód poruszający się po wąskiej, lichej jakości tutejszej drodze. Samochód ten podjechał pod masyw skalny, nie ten z wieżą, a następny. Z samochodu wysiadło kilku elegancko ubranych Panów, obeszli teren, porozmawiali z sobą prawdopodobnie wymieniając poglądy co do obejrzanego miejsca. Następnie podeszli do bagażnika samochodu i wyjęli łopaty. Podeszli w pobliże skał i rozpoczęli kopanie. Po niedługiej chwili wyciągnęli z dołu gliniane naczynia, które wraz z łopatami zanieśli do samochodu i zapakowali do bagażnika. Wsiedli do auta i nigdy więcej nikt ich nie widział we wsi. Oczywiście zaraz zrodziły się legendy, że przyjezdni wyciągnęli ukryty skarb. A że kopali tylko w jednym miejscu więc pewnie jeszcze w innych miejscach też będą takie naczynia. Przypadkowe poszukiwania oczywiście nie przyniosły żadnego rezultatu. Ale pozostaje pytanie co przyjezdni znaleźli, a także w jaki sposób bez sprzętu czy badań wiedzieli dokładnie gdzie kopać. Nawet dysponując odpowiednimi planami trafienie za pierwszym razem idealnie w miejsce jest kłopotliwe. Dlaczego też przyjechali w biały dzień i nie kryli się z wydobyciem skarbu. W tej historii jedna rzecz jest interesująca. Otóż w przeciwieństwie do innych opowiadań nie było bredni o skrzyniach wyciąganych z ziemi czy średniowiecznych sakiewkach pełnych złotych monet. Były gliniane naczynia. A dla przeciętnego mieszkańca polskiej wsi skarby są ukryte tylko w skrzyniach, które nawet po 800 latach przebywania w ziemi po wydobyciu prezentują się znakomicie, a posiadane przez nie zamki wymagają użycia przemyślnych narzędzi. Tak więc dostajemy informacje o glinianych naczyniach. Niestety nie bardzo wiadomo ile i jakie to były naczynia. Tym bardziej nie ma informacji co mogłyby ewentualnie zawierać.
Być może jest to kolejna historyjka dopisana poprzez opowiadania do legendy o skarby. Może okazać się, że naprawde nikt nie widział, że coś wyciągnęli z ziemi, tylko przyjął to za pewnik bo usłyszał od sąsiada, który też „prawie widział”. Obecnie nie ma możliwości dokładnego sprawdzenia tego terenu bez udziału służ konserwatorskich. Być może dokładne badania tego terenu potwierdziłyby występowanie na tym terenie, np. cmentarzyska lub osady wcześniejszej niż założenie obronne na skale.

Kolejna ciekawa historia z tym miejscem jest stosunkowo niedawna, a sięga okresu ostatniej wojny. Może nawet nie wojny co okresu ostatnich kilku lat. Otóż jeden z mieszkańców wsi wpadł na pomysł, że po 50 latach od ostatniego remontu ogrodzenia wypadałoby je poprawić. I tak od słowa do słowa uzgodnił z rodziną, że jak już mają zabierać się do roboty to trzeba to zrobić dobrze, ot na kolejne 50 lat. Wymyślili więc, że zrobią ładną podmurówkę, na której umieszczą paliki i na nich będzie rozciągnięta nowiutka siatka. Od pomysłu do roboty droga długa, minęło kilka tygodni, aż zrobiło się ciepło i nie szło już w domu migać się od roboty. Tak więc panowie wyszli z łopatą przed dom, spojrzeli w miejsce gdzie znajdowało się obecne ogrodzenie i uzgodnili, że zamiast rozbierać stare to za nim wykopią rów pod wylewkę, a jak to zrobią to dopiero zdemontują stare ogrodzenie.
Ochoczo z piwem w ręku przystąpili do pracy. Rowek stopniowo się powiększał, aż do momentu wystąpienia pod łopatą czegoś twardego. Teren jurajski charakteryzuje się dużą zawartością kamieni w glebie więc pewnie kopiący nie przejęli się tym z początku. Jednak w żaden sposób nie można było znaleźć luźnego miejsce w ziemi dla łopaty. Spojrzeli dokładniej w dół i ujrzeli jakieś stare szmaty. Okopali całość i wyciągnęli pakunek na wierzch. Pewnie pierwszą ich myślą było – znaleźliśmy skarb! Nerwowo zaczęli rozwijać zawartość. Prawdopodobnie zdziwienie na ich twarzy było przeogromne gdy w resztkach szmat odnaleźli … resztki karabinów.
Znów pojawia się pytanie kto i dlaczego ukrył je w takim miejscu. Przy ogrodzeniu, we wsi, zamiast w polach czy lesie. Odpowiedzi możemy się jedynie domyślać. Broń była ukryta po zewnętrznej stronie podwórka co eliminuje wojennych mieszkańców domu. Dla nich łatwiej i bardziej bezpiecznie byłoby przygotować skrytkę na terenie podwórka, czy nawet w domu. Pozostają inni mieszkańcy wsi. Ale czy również oni nie wybraliby znanych tylko sobie miejsc. Tak więc broń ukrył ktoś obcy. Być może rozbity oddział partyzancki, a może po wojnie ktoś nie chciał oddać broni nie tej władzy, o którą walczył. Bynajmniej dom i okolica jest charakterystyczna. Miejsce zostało wybrane tak, aby ktoś obcy nie musiał błąkać się po wsi i szukać miejsca ukrycia. Ten ktoś już nie wrócił po swój depozyt, przeleżał w ziemi wiele lat. Został odnaleziony, a jednak czegoś brakuje. Brakuje amunicji do niego, a ta mogła został ukryta gdzieś dalej od ogrodzenia i czeka dalej w ziemi na swojego odkrywce.

Przebywając pod skałami Łutowca spotkałem kiedyś starszego jegomościa. Zauważył on, że wystaje mi z plecaka wykrywacz, podszedł i zagadał. Opowiedział kilka miejscowych historii o ukrytych skarbach i piwnicach w strażnicy, których nikt nie odnalazł, a które powinny łączyć się oczywiście z zamkiem w Mirowie. Zawsze chętnie wysłuchuje takich opowieści ponieważ nierzadko trafiają się w nich prawdziwe perełki, a wprawne ucho może wyłowić ciekawe historie dla miłośników tajemnic.
Tym razem nie miało być inaczej. W trakcie swoich opowieści spoglądał z coraz to większym zainteresowaniem na wystający wykrywacz. A tak niefortunnie był schowany, że wystawała elektronika oraz cewka. Wreszcie nie wytrzymał i zadał pytanie na jaką głębokość to urządzenie może znaleźć złoto w ziemi. Wytłumaczyłem co i jak, odpowiedź nie zadowoliła mojego rozmówcy, stwierdził że tutaj przyjeżdżają tacy co mają sprzęt, który łapie nawet do 4 metrów. W takich chwilach nie ma co tłumaczyć na jakiej zasadzie działają wykrywacze. Poza tym jakoś nikt nie zastanawia się w takich chwilach ile to jest cztery czy nawet dwa metry wykopu. Wróciłem więc do tematu złota, które tym wykrywaczem chciałby znaleźć. Jednak on nie był już skory do rozmowy z powodu marnych osiągów mojego wykrywacza. Zapewniłem więc czym prędzej, że w domu to mam inną maszynę, która spokojnie odnajduje złoto nawet ponad 4 metry w ziemi. Jeszcze trochę zajęło mi opowiadanie o tym co takim wykrywaczem można dokładnie znaleźć i oczywiście w moich opowiadaniach zawsze znajdowane było złoto. Chyba właśnie to przekonało rozmówce do dalszych zwierzeń.
W okolicach Łutowca jest pewne wzniesienie, porosłe starym lasem. Na wzniesieniu tym znajdują się ostańce skalne. Opowieść mężczyzny dotyczyła właśnie tej góry, dobrze widocznej z miejsca, w którym rozmawialiśmy. Otóż twierdził on, że na tej górze bardzo dawno temu odbywały się pogańskie rytuały, a w okolicach skał miało swoją siedzibę pogańskie plemię. Zdziwiłem się takim przedstawieniem sprawy, przez bądź co bądź prostego człowieka. Zainteresowało mnie skąd on wie takie rzeczy. Informacje i legendy, które on zna były przekazywane w jego domu i zawsze się przy tym mówiło, że tam gdzie była pogańska góra i było czczone pogańskie bóstwo jest ukryte bardzo wiele złota. Złoto to miało być schowane w rozpadlinie skalnej i zasypane ziemią. Podobno wielu szukało bo miejsce jest znane tylko, że chyba za głęboko leży bo nie można się dokopać. I znów pojawiło się u mnie pytanie – skąd wiadomo gdzie jest schowane. Panie, przecież każdy wie – mówi mój rozmówca – że złoto się wypala. I tam gdzie ogień i płomienie buchają tam jest ukryte złoto. A na tej górze zawsze się złoto wypalało więc musi tam być ukryte, bo gdyby ktoś je wykopał to by się już nie wypalało. Tak rzeczowym i naukowym argumentem zdruzgotał mnie na miejscu. Jednak w całej opowieści ciekawym był element osady i miejsca kultu. Postanowiłem sprawdzić ten teren i poszukań czegoś co mogłoby w jakimkolwiek stopniu przybliżyć mnie to wyjaśnienia tego zagadnienia. Teren znałem stosunkowo dobrze, ponieważ wiele razy zapuszczałem się tam w celach turystycznych. Nigdy jednak nie zwracałem uwagi na nic innego jak piękne otoczenie. Na miejscu postanowiłem sprawdzić jak się ma usłyszana opowieść do tego miejsca. Po kilkudziesięciu minutach poszukiwań byłem bogatszy o kilkadziesiąt kapsli po piwie. Doszedłem do wniosku, że chyba nie ma sensu poszukiwać w ten sposób i po wyeliminowaniu kapsli obszedłem teren jeszcze raz. Tym razem efekt był lepszy – nie znalazłem zupełnie nic. Zrezygnowałem z badań terenowych, w końcu po co komuś do szczęścia potrzebne jest pogańskie złoto.

Co zobaczymy na miejscu:
Obecnie niewiele pozostało po średniowiecznych założeniu mieszkalno-obronnym. Uważanie obserwując skały dostrzeżemy resztki murów, a koło skały da się zauważyć majdan gospodarczy. Całość jest zniszczona i nie stanowi żadnej większej atrakcji turystycznej, co jest najmniej dziwne zważywszy, że wieś nie dysponuje żadnymi innymi atrakcjami. Będąc w Łutowcu warto wybrać się na wycieczkę po okolicznych polach (lub raczej nieużytkach). Znajdziemy na nich występujące na tym terenie pierwszowojenne pamiątki w postaci łusek. Dodatkowo atrakcją dla eksploratorów będą niewątpliwie monety z okresu międzywojennego, dokumentnie zniszczone działaniem miejscowych warunkach glebowych.

 

kruku


 


Komentarz jako:

Komentarz (0)