Obóz Zgoda

Obóz pracy Zgoda. Dziewięć miesięcy terroru w Świętochłowicach

Na początku 1945 roku opustoszały niemiecki podobóz Auschwitz w Świętochłowicach został przejęty przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa. W miejscu, w którym wcześniej więźniowie pracowali dla przemysłu zbrojeniowego III Rzeszy, utworzono obóz pracy Zgoda — miejsce głodu, epidemii, przemocy i masowej śmierci.

Zakłady przemysłowe w sercu Górnego Śląska

Przed wybuchem II wojny światowej Świętochłowice znajdowały się w granicach Polski. Jednym z najważniejszych zakładów przemysłowych miasta były Zakłady Urządzeń Technicznych „Zgoda”, których początki sięgały 1839 roku.

Przedsiębiorstwo założone przez Detleva von Einsiedela i Franza Antona Egellsa działało początkowo jako Graflich von Einsiedel’sches Societäts Eisenwerk. Później przyjęło nazwę Eintracht-Hochofen-Etablissement, a następnie Eintrachthütte. Po powstaniach śląskich, plebiscycie i podziale Górnego Śląska Świętochłowice znalazły się po stronie polskiej, a zakład przemianowano na Zakłady Urządzeń Technicznych „Zgoda”.

W kolejnych latach przedsiębiorstwo stało się jednym z ważniejszych ośrodków przemysłu maszynowego w Polsce. Produkowano tam urządzenia dla górnictwa i hutnictwa, ale również dźwigi wypadowe dla portu w Gdyni, suwnice dla parowozowni Hamburg-Altona oraz konstrukcje i sprzęt przeznaczone dla Krakowskich Zakładów Sodowych „Solvay”.

Sytuacja zmieniła się po rozpoczęciu wojny.

Niemiecki podobóz KL Eintrachthütte

Wojska niemieckie wkroczyły do Świętochłowic 3 września 1939 roku. Miasto zostało wcielone do III Rzeszy, początkowo jako część prowincji śląskiej, a od 1941 roku prowincji Górny Śląsk.

Uprzemysłowiony region miał ogromne znaczenie dla niemieckiej gospodarki wojennej. Zakłady „Zgoda”, ponownie nazwane Eintrachthütte, zostały przekształcone w przedsiębiorstwo zbrojeniowe produkujące działa przeciwlotnicze. Niemcy wykorzystali istniejącą infrastrukturę oraz doświadczenie miejscowych robotników.

W 1942 roku przy zakładach powstał obóz pracy przymusowej, w którym umieszczono 180 Żydów. Rok później skierowano tam więźniów Auschwitz. W ten sposób utworzono KL Eintrachthütte — niemiecki podobóz koncentracyjny Auschwitz.

Początkowo przebywało w nim 180 Żydów i 300 radzieckich jeńców wojennych. Z czasem trafiali tam również Żydzi deportowani z różnych państw europejskich, a także Polacy — więźniowie polityczni oraz osoby uznane przez niemieckie władze za niebezpieczne.

Większość osadzonych pracowała przy produkcji dział przeciwlotniczych. Mniejsze grupy kierowano między innymi do zakładów Holzmann-Posen, Grün und Bilfinger, Königshütter Metallwerke oraz do huty Friedenshütte.

Baraki, druty i praca ponad siły

Obóz składał się z kilku drewnianych baraków mieszkalnych oraz murowanego budynku administracyjnego. Całość otaczało podwójne ogrodzenie z drutu kolczastego pod napięciem. Teren oświetlało dziesięć reflektorów, a w narożnikach znajdowały się wieże strażnicze.

Obozem kierowali SS-Hauptscharführer Josef Remmele oraz SS-Hauptscharführer Wilhelm Gehring. Więźniowie byli bici, kopani i szczuci psami. Pracowali zazwyczaj po dwanaście godzin dziennie, otrzymując niewystarczające wyżywienie i pozostając pod nieustanną presją strażników.

Śmiertelność sięgała kilkunastu osób tygodniowo. Chorych i rannych odsyłano do niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau.

Pod koniec 1944 roku w KL Eintrachthütte przebywało około 1200 osób. W związku ze zbliżającą się ofensywą Armii Czerwonej Niemcy rozpoczęli ewakuację obozu. Część więźniów wysłano w marszach śmierci w głąb Śląska, Czech i Niemiec. Innych przewieziono do podobozów Auschwitz oraz obozów koncentracyjnych na terenie III Rzeszy.

Nie wszyscy przeżyli ewakuację. Wielu zmarło z głodu i wycieńczenia. Na początku 1945 roku obóz opustoszał, lecz jego infrastruktura wkrótce została ponownie wykorzystana.

Nowy obóz w starych barakach

Już w lutym 1945 roku komunistyczne władze utworzyły w tym miejscu Obóz Pracy w Świętochłowicach. Placówka, znana później jako Zgoda, podlegała Departamentowi Więziennictwa Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Katowicach. Funkcjonariusze tego resortu tworzyli również personel obozowy.

Oficjalnie obóz przeznaczono dla osób uznanych za Niemców, wpisanych na niemiecką listę narodowościową oraz podejrzewanych o współpracę z okupacyjną administracją. W praktyce trafiali tam także ludzie uważani przez nowe władze za politycznie niewygodnych lub wrogo nastawionych do powojennego systemu.

Osadzenie nie wymagało sankcji prokuratora ani postanowienia sądu. Wystarczała decyzja aparatu bezpieczeństwa. O zatrzymaniu mogły przesądzić donos, osobisty konflikt, chęć przejęcia majątku lub arbitralne działanie funkcjonariuszy.

Wiele osób nie wiedziało, dlaczego trafiło do Zgody. Była więźniarka Dorota Boreczek wspominała, że nigdy nie ustaliła przyczyny swojego aresztowania. Utrzymywała, że nie współpracowała z nazistami ani nie składała donosów, a jej późniejsze próby uzyskania odpowiedzi spotykały się z lekceważeniem.

Niekiedy wystarczało niemieckobrzmiące nazwisko.

Kierownictwo niezaznajomione ze specyfiką Śląska

Pierwszymi naczelnikami obozu byli pochodzący z województwa lubelskiego Aleksy Krut i Salomon Morel. Krut miał 20 lat, Morel 26. Od czerwca 1945 roku obozem kierował już wyłącznie Morel.

Salomon Morel (1948), domena publiczna

 

Na Górny Śląsk przybył w lutym 1945 roku. Wcześniej działał w partyzantce komunistycznej, a następnie pracował jako strażnik w więzieniu na Zamku w Lublinie. Stamtąd został karnie przeniesiony do Tarnobrzega.

Morel deklarował osobistą nienawiść do nazistów, których obarczał odpowiedzialnością za śmierć rodziców i brata. Jednocześnie nie znał skomplikowanych stosunków narodowościowych na Górnym Śląsku. W regionie żyli obok siebie Polacy, Niemcy oraz Górnoślązacy o niejednoznacznej identyfikacji narodowej. Wielu mieszkańców zostało w czasie okupacji wpisanych na niemiecką listę narodowościową, co nie zawsze oznaczało rzeczywistą współpracę z okupantem.

Dla władz obozu rozróżnienia te często nie miały znaczenia.

Zdecydowaną większość więźniów stanowili mieszkańcy przedwojennego województwa śląskiego oraz obywatele III Rzeszy. W Zgodzie przetrzymywano jednak także Polaków z centralnej części kraju, Austriaków, Rumunów, Czechów, Francuzów i Jugosłowian, a nawet obywateli Stanów Zjednoczonych, Belgii i Holandii.

Do obozu kierowano całe rodziny. Najmłodsze dzieci miały około półtora roku.

Głód, ciasnota i plaga szczurów

Warunki panujące w obozie były katastrofalne. W barakach panowała ogromna ciasnota. Na jednej pryczy musiały spać trzy lub cztery osoby. Więźniowie nie mieli odpowiednich sienników ani koców. Wszy, pluskwy i szczury stały się codziennością.

Jeden z więźniów, Hubert S. z Chorzowa, wspominał, że piętrowe prycze załamywały się pod ciężarem ludzi, a osadzeni po przebudzeniu odkrywali obok siebie ciała zmarłych współwięźniów.

Racje żywnościowe były skrajnie niewystarczające. Więźniowie otrzymywali czarną kawę zbożową, około 125 gramów chleba rano i wieczorem oraz wodnistą zupę przygotowywaną z pokrzyw, buraków pastewnych, kapusty, kukurydzy lub marchwi.

Relacje dotyczące składu posiłków różniły się w szczegółach, lecz więźniowie zgodnie podkreślali, że zupa nie miała większej wartości odżywczej. Niektórzy z głodu jedli trawę lub wyszukiwali resztki pożywienia.

Brakowało również sztućców i naczyń. Osadzeni korzystali ze starych, zardzewiałych puszek po konserwach znajdowanych na śmietniku. Paczki przysyłane przez rodziny bywały przejmowane przez strażników.

Epidemia lata 1945 roku

Niedożywienie, wycieńczenie, ciężka praca oraz tragiczne warunki sanitarne sprzyjały rozwojowi chorób zakaźnych. Największe zagrożenie stanowiły czerwonka i tyfus.

Szczególnie tragiczne okazało się lato 1945 roku. Brak odpowiedniej opieki medycznej, odwszawiania i izolacji chorych doprowadził do gwałtownego rozwoju epidemii. W ostatnich dniach lipca i na początku sierpnia umierało od 20 do 40 osób dziennie.

Ciała wywożono nocami i grzebano w masowych mogiłach.

Wysoka śmiertelność nie była jednak wyłącznie skutkiem głodu i chorób. Do wyniszczenia więźniów przyczyniała się także przemoc stosowana przez funkcjonariuszy obozu.

„To było piekło”

Była więźniarka Dorota Boreczek określała Zgodę jako piekło. W jej relacji pojawiały się wszy, szczury, epidemie, głód i ludzie umierający z wycieńczenia. Wspominała także więźniarkę, z której inni osadzeni zdejmowali ubranie, zanim jeszcze zmarła.

Relacje innych świadków opisywały nocne pobicia dokonywane przez strażników i komendanta. Jeden z więźniów wspominał Wielką Sobotę 1945 roku, gdy pijani funkcjonariusze mieli wejść do baraku i bez powodu bić osadzonych pejczami, nogami od taboretów oraz rękojeściami pistoletów.

Ten sam świadek opisywał zdarzenie, do którego doszło po przekazaniu przez jego kuzynkę dzbanka z zupą. Strażnik zaprzeczył, że otrzymał przesyłkę, po czym zaprowadził więźnia do pustego baraku i bił go pejczem aż do utraty przytomności.

Funkcjonariusze zmuszali więźniów do wielogodzinnego stania na placu, często bez jedzenia i picia, także podczas deszczu. Osadzonych poniżano, zastraszano i zmuszano do śpiewania nazistowskich pieśni.

Bicie odbywało się niejednokrotnie w obecności Salomona Morela lub z jego udziałem. Więźniów zmuszano również do wzajemnego zadawania sobie ciosów. W późniejszym śledztwie udokumentowano przypadki, w których ojcowie musieli bić synów. Odmowa lub zbyt łagodne wykonywanie poleceń groziły pobiciem przez strażników albo więźniów funkcyjnych nazywanych kapo.

Piramida z ludzkich ciał

Jedną z opisywanych metod tortur była tak zwana piramida. Na rozkaz Morela więźniów układano jednego na drugim, tworząc pięć lub sześć warstw. Następnie strażnicy bili ułożonych w ten sposób ludzi.

Osoby znajdujące się najniżej doznawały rozległych obrażeń wewnętrznych. Część z nich umierała.

Ze szczególnym okrucieństwem traktowano ludzi podejrzewanych o przynależność do NSDAP, Hitlerjugend i Związku Niemieckich Dziewcząt. Umieszczano ich w baraku numer 7, nazywanym „Deutsche Haus” lub „brunatnym barakiem”. Według relacji więźniów niemal każdej nocy dochodziło tam do znęcania się nad osadzonymi.

Skrajne warunki prowadziły do prób ucieczek i samobójstw. Z dokumentacji obozowej wynika, że zbiec zdołało 69 osób. Inni rzucali się na ogrodzenie pod napięciem lub odbierali sobie życie przez powieszenie.

Komisja i likwidacja Zgody

15 września 1945 roku minister bezpieczeństwa publicznego Stanisław Radkiewicz wydał zarządzenie nakazujące uregulowanie sytuacji osób przetrzymywanych bez sankcji prokuratorskich. Dotyczyło to niemal wszystkich więźniów obozu w Świętochłowicach.

Na przełomie października i listopada do Zgody przybyła trzyosobowa komisja kierowana przez prokuratora Jerzego Rybakiewicza. Jej członkowie przejrzeli akta i rozmawiali z osadzonymi.

Niemal wszyscy więźniowie zostali zakwalifikowani do zwolnienia. Przed opuszczeniem obozu musieli jednak podpisać zobowiązanie, że pod groźbą kary więzienia nie będą opowiadać o swoich przeżyciach. W razie pytań mieli twierdzić, że przebywali w dobrych warunkach i nie stosowano wobec nich przemocy.

W obozie pozostawiono osoby, wobec których istniały podejrzenia lub dowody współpracy z niemieckim okupantem. Następnie przewieziono je do Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie.

Obóz Zgoda oficjalnie zakończył działalność w listopadzie 1945 roku. Według Morela placówka nie była już potrzebna.

Co najmniej 1855 udokumentowanych ofiar

W ciągu dziewięciu miesięcy przez obóz przeszło co najmniej 5764 ludzi. Instytut Pamięci Narodowej udokumentował śmierć 1855 osób. Nieoficjalne szacunki wskazują, że liczba ofiar mogła sięgać 2500.

Przez dziesięciolecia historia Zgody pozostawała w komunistycznej Polsce tematem tabu. Wiedza o obozie przetrwała przede wszystkim w pamięci byłych więźniów i ich rodzin.

Zmiana nastąpiła dopiero po 1989 roku. Erna Kołodziejczyk z Radlina zwróciła się wówczas do ministra sprawiedliwości z pytaniem o okoliczności śmierci swojego ojca. Dysponowała jedynie zawiadomieniem informującym, że zmarł w obozie w Świętochłowicach.

Jej pismo zostało przekazane Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Katowicach, przekształconej później w Komisję Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Na początku lat 90. rozpoczęto śledztwo dotyczące obozu. W 1991 roku przesłuchano między innymi Salomona Morela.

Naczelnik, który nie stanął przed sądem

Po likwidacji Zgody Morel objął stanowisko komendanta Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie. Do 1956 roku pracował w różnych zakładach karnych na Śląsku.

W powojennej Polsce był traktowany jako zasłużony funkcjonariusz aparatu bezpieczeństwa. W 1946 roku otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, w 1954 roku Złoty Krzyż Zasługi, a w 1960 roku odznakę Wzorowego Funkcjonariusza Służby Więziennej.

W 1992 roku, po wszczęciu śledztwa dotyczącego obozu, wyjechał z Polski do Izraela. Sześć lat później polskie władze wystąpiły o jego ekstradycję.

Prokuratura, opierając się na zeznaniach ponad stu byłych więźniów, postawiła mu kilka zarzutów, w tym zarzut ludobójstwa. Według śledczych jako naczelnik obozu stworzył osobom przetrzymywanym ze względów narodowościowych i politycznych warunki grożące biologicznym wyniszczeniem. Zarzucano mu głodzenie więźniów, pozbawianie ich opieki medycznej i odpowiednich warunków sanitarnych, osobiste stosowanie przemocy oraz zezwalanie na znęcanie się przez podległych funkcjonariuszy.

Izrael odmówił ekstradycji, powołując się na przedawnienie zarzucanych czynów. Morel nie stanął przed polskim sądem. Zmarł w 2007 roku.

Pamięć o miejscu podwójnej tragedii

Historia Zgody jest historią miejsca, które w krótkim czasie służyło dwóm systemom represji. Najpierw jako niemiecki podobóz Auschwitz wykorzystywało niewolniczą pracę więźniów na potrzeby przemysłu zbrojeniowego III Rzeszy. Kilka tygodni po jego ewakuacji te same baraki i druty zostały przejęte przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa.

W ciągu zaledwie dziewięciu miesięcy obóz pracy w Świętochłowicach stał się miejscem masowego cierpienia. Ludzie trafiali tam bez wyroków, często bez poznania przyczyny zatrzymania. Umierali z głodu, chorób, wycieńczenia i wskutek przemocy.

Przez lata nie wolno było o tym mówić. Dopiero po upadku systemu komunistycznego świadectwa więźniów mogły stać się częścią publicznej pamięci o jednym z najtragiczniejszych miejsc powojennego Górnego Śląska.

 

fot. Drozdp; Wikipedia; Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe.

 


Komentarz jako:

Komentarz (0)