Kategorie

Zapraszamy do dyskusji

Pierwsze obchody Dnia Babci











Rozmowa z prof. Cezarym Kuklo

 

Jakie są możliwości i stan badań nad rodziną polską w okresie, którym Pan się zajmuje?

Badania nad rodziną i gospodarstwem domowym w historiografii europejskiej rozpoczęły się z dużym rozmachem w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Można powiedzieć, że w tym okresie ukształtowały się na Zachodzie dwie potężne szkoły badawcze. Pierwszą z nich była i jest po dziś dzień szkoła francuska, na czele z Jacques'em Dupâquierem, Jeanem-Pierre'em Bardetem i Antoinette Fauve-Chamoux, która badała rodzinę francuską, a później również zachodnioeuropejską, na podstawie ksiąg metrykalnych trzech serii: ślubów, chrztów i pogrzebów. To właśnie szkoła francuska zaproponowała tak zwaną metodę rekonstrukcji rodzin, zgodnie z którą historyk za punkt wyjścia badań przyjmuje konkretne małżeństwo, a poprzez dołączanie kolejnych aktów chrztów i zgonów stara się zrekonstruować cały cykl demograficzny danej rodziny.

Natomiast druga szkoła powstała równolegle na Wyspach Brytyjskich za sprawą przede wszystkim Petera Lasletta, który po opublikowaniu w 1977 roku książki Family Life and Illicit Love in Earlier Generations. Essays in Historical Sociology uznawany jest za ojca socjologii historycznej. Skupił on wokół siebie grupę historyków, która postawiła sobie za cel studia nad rodziną w szerokim kontekście zarówno społecznym, jak i gospodarczym. Badano bowiem nie tylko dzietność rodzin, ale również kompozycję i funkcjonowanie całych gospodarstw domowych, w których skład, obok głowy rodziny, współmałżonka i dzieci, wchodzili też krewni, rezydenci czy służba najemna. W centrum zainteresowania historyków angielskich stało więc bardziej odkrycie mechanizmów i związków między gospodarką, strukturą społeczną i ruchem ludności. Natomiast w naszym kraju do połowy lat siedemdziesiątych interdyscyplinarny kierunek badawczy poświęcony problematyce rodzinnej praktycznie nie istniał, a jeżeli już, to za sprawą prac z historii życia codziennego.

Jakimś przełomem stała się publikacja w roku 1975 książki Marii Koczerskiej - obecnie znakomitej mediewistki - Rodzina szlachecka w Polsce późnego średniowiecza, powstałej pod kierunkiem i z inspiracji prof. Aleksandra Gieysztora. Rok później ukazała się książka Ireny Gieysztorowej Wstęp do demografii staropolskiej. Była ona o tyle istotna, że obok omówienia szerokiego spectrum źródeł do badań demograficzno-historycznych w dobie staropolskiej, charakteryzowała współczesną orientację nauki obcej, a nawet stan badań w poszczególnych krajach. Tym samym cenne kompendium Ireny Gieysztorowej uzmysławiało nam, jak duży dystans dzieli historiografię polską od nowoczesnych studiów nad demografią przeszłości.

Krokiem naprzód było powstanie w 1979 roku w Instytucie Historii PAN w Warszawie i równolegle w Instytucie Historii ówczesnej filii UW w Białymstoku zespołu do badań nad dawną rodziną, kierowanego przez prof. Andrzeja Wyczańskiego, który wówczas jak mało kto przykładał wagę do interdyscyplinarnych badań nad społeczeństwem staropolskim. Miałem zaszczyt być członkiem wspomnianego zespołu od początku do końca jego prac. Postawił on sobie za cel badanie rodziny staropolskiej na podstawie metryk parafialnych, przy jednoczesnym wykorzystaniu technik komputerowych, wówczas, na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, w bardzo niewielkim stopniu stosowanych w naukach historycznych. Prowadząc te badania staraliśmy się jednocześnie pozostać w kontakcie z nauką zachodnioeuropejską. Miałem wówczas okazję być na stażu w paryskiej École des Hautes Études en Sciences Sociales, gdzie poznałem tamtejszych historyków, a także kolegów z innych krajów, i zgłębiałem opracowaną przez nich metodę rekonstrukcji rodzin. Staż i praca w zespole prof. Wyczańskiego zaowocowały napisaniem książki o rodzinie warszawskiej w XVIII wieku. W tym celu przestudiowałem ponad 80 tysięcy akt metrykalnych ślubów, chrztów i pogrzebów parafii św. Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, nie licząc oczywiście innych źródeł różnorodnej proweniencji.

Jaki obraz rodziny wyłania się z tych badań?

W historiografii zachodnioeuropejskiej funkcjonuje do dzisiaj przeświadczenie, że w Europie Środkowej czy Wschodniej dominowała rodzina duża, patriarchalna, z charakterystycznymi rozbudowanymi strukturami, ewentualnie rodziny składające się zwykle z dwu małżeństw: ojca z matką i syna z żoną. W umiędzynarodowieniu wspomnianego przeświadczenia dużą rolę odegrał angielski demograf John Hajnal, który w 1965 roku opublikował artykuł o europejskim modelu małżeństwa. Wykreślił on linię biegnącą przez Europę od Petersburga po Triest i obszarom na zachód od niej przypisał cechy tak zwanego północno-zachodniego modelu małżeństwa. Charakteryzował się on dość późnym zawieraniem związków małżeńskich - mężczyźni około trzydziestki, kobiety około dwudziestego piątego roku życia, stosunkowo wysokim - 6-10% - odsetkiem osób, które nigdy nie zawarły związku małżeńskiego, oraz powszechnym występowaniem w gospodarstwach najemnej czeladzi i służby.

Temu wzorcowi przeciwstawił model środkowoeuropejski i wschodnioeuropejski, w których obrębie Hajnal sytuował rodzinę staropolską. W tym modelu - dodajmy - szeroko spopularyzowanym w nauce angielskiej, francuskiej czy włoskiej, dziewczyny na ziemiach Rzeczypospolitej miały wychodzić za mąż w wieku 16-18 lat, a mężczyźni żenić się po dwudziestym roku życia. Przeciętna rodzina staropolska charakteryzowała się - według niego - dużą, naturalną dzietnością, a w jej skład wchodziło nie tylko małżeństwo z dziećmi, ale również rodzice małżonków lub odwrotnie, było to więc gospodarstwo złożone.

Tymczasem rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana. Badając rodzinę warszawską z XVIII wieku, posłużyłem się dwoma przekrojami - epoki saskiej i epoki stanisławowskiej, wyróżnikiem była data zawarcia małżeństwa. Okazuje się, że mężczyźni zarówno w czasach saskich, jak i stanisławowskich żenili się w wieku około 28-30 lat, a więc tak samo jak w Europie Zachodniej. Również wiek ówczesnych wychodzących za mąż warszawianek, należących do mieszczaństwa, tak zamożnego, jak i uboższego, bliższy był modelowi zachodnioeuropejskiemu, skoro miały one wtedy 22-23 lata, a nie 16-17. Były jednak i odmienności, jak choćby duża różnica wieku między małżonkami w stadłach staropolskich. W rodzinie warszawskiej było to 6-7 lat, na zachodzie Europy jedynie 2-3 lata. Również dzietność stołecznych par świętokrzyskich okazała się bardzo podobna do zaobserwowanej w rodzinach zachodnioeuropejskich. Pierwsze dziecko przychodziło na świat już po 12 miesiącach, kolejne po następnych 16, 18, 24.  Przerwa międzyporodowa ulegała wyraźnemu skróceniu w przypadku szybkiej śmierci poprzedniego maleństwa. W swoich badaniach zaryzykowałem nawet hipotezę, że w niektórych rodzinach warszawskich, zapewne zamożniejszych, mogło dochodzić do jakichś prób regulacji urodzeń. Charakterystyczne były tutaj pary, w których kobieta przeżyła w małżeństwie pięćdziesiąty rok życia, a ostatnie dziecko wydawała na świat przed czterdziestką, co pozwala przypuszczać, że wspomniane stadła współżyły ze sobą, ale nie kończyło się to prokreacją.

Poza tym już w trakcie późniejszych badań ustaliłem, że mieszczańskie gospodarstwo domowe - w Warszawie, Krakowie, ale też w małych miasteczkach, jak Olkusz, Praszka czy Radziejów - nie było liczne. Nie składało się, jak nam się często mogłoby wydawać, z ośmiu czy dziesięciu osób, ale najczęściej z pięciu czy sześciu. Zazwyczaj tworzyła je para małżeńska z trójką dzieci, które przeżyły - a trzeba tu pamiętać o wczesnej umieralności - do tego któreś z owdowiałych rodziców i jedno lub dwoje służących. Oczywiste i poświadczone wynikami badań jest sprzężenie zwrotne między zamożnością głowy rodziny a wielkością jego gospodarstwa. Rodziny uboższe miały trochę mniejszą liczbę dzieci, nie zatrudniały służby itp., rozmiary ich gospodarstwa domowego były zatem mniejsze.

Myślę, że za model rodziny staropolskiej można uznać rodzinę nuklearną. Zwracam uwagę, że przez wiele lat także w naszej historiografii panował pogląd, jakoby dopiero dziewiętnastowieczna industrializacja ziem polskich rozbiła wielkie rodziny, zastępując je nuklearnymi. Nic bardziej błędnego, jak bowiem wynika z badań - nie tylko moich, ale również innych kolegów, na przykład dr. Michała Kopczyńskiego nad rodziną chłopską w XVII-XVIII wieku - także wczesnonowożytne gospodarstwa chłopskie charakteryzowały się dość stabilną przeciętną liczebnością: 8 lub więcej osób u pełnorolnych, 5-7 osób u niepełnorolnych, i prostą strukturą, gdyż dominowały rodziny dwupokoleniowe.

 

Prof. Cezary Kuklo - dyrektor białostockiego oddziału IPN, historyk związany z Uniwersytetem w Białymstoku, zajmuje się historią społeczną i gospodarczą doby nowożytnej, prowadzi badania związane z historią porównawczą rodziny, autor takich publikacji jak m.in.: Rodzina w osiemnastowiecznej Warszawie (1991); Kobieta samotna w społeczeństwie miejskim u schyłku Rzeczypospolitej szlacheckiej. Studium demograficzno-społeczne (1998).

K. G.

Fotografia: dzieci z babciami bawią sie przy piaskownicy na warszawskim osiedlu Za Żelazną Bramą w latach 70., Narodowe Archiwum Cyfrowe, CC-BY-NC.



O ile nie jest to stwierdzone inaczej, wszystkie materiały na stronie są dostępne na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Muzeum Historii Polski.







POLECAMY TAKŻE: