Kategorie

Zaginione miasto


“Na północ od wioski, w odległości niespełna 2 km. istniało przed wojnami szwedzkiemi i przed r. 1655 dość ludne miasto o nieznanej nazwie, które miał założyć pod koniec XVI wieku jeden z Mirzowskich herbu Gryf pan na Mierzęcicach, Sadowiu, Chruszczobrodzie, Pińczycach, Benduszu i Benduszku. Miasto rozwijało się pomyślnie, dokąd znajdowało się pod opieką Mirzowskich. Gdy jednak ci opuścili księstwo Siewierskie, a posiadłości ich przeszły częściowo w ręce biskupów krakowskich, a częściowo do Palczewskich Podczaszych i Tymińskich, zaczęło chylić się do upadku. Nadszedł potop szwedzki, a z nim wszelkie nieszczęścia wojny które nieoszczędziły miasta. Zostało spalone i zburzone A resztki jego mieszkańców, które ocalały, zebrał biskup Trzeticki i ulokował tymczasowo na polanie leśnej, pobudowawszy nieszczęsnym chaty własnym kosztem. W ten sposób powstała nowa osada którą od imienia biskupa, nazwano T.. Zburzone miasto już nigdy się nieodbudowało".

Stara relacja poszukiwawcza:

".... Pragnąc za wszelką cenę zbadać czy w legendzie jest coś z prawdy, przewertowałem najpierw kroniki parafialne w Ch., lecz bez rezultatu. Następnie zacząłem śledzić za miejscem, gdzie przypuszczalnie owe zburzone miasto mogło stać. Naturalnie, że nie w myśli odnalezienia skarbów, które mieli mieszkańcy przed Szwedami ukryć w głębokich piwnicach, lecz jedynie w celu sprawdzenia, czy legenda nią jakiś podkład realny. Rozmawiając z ś, p. ks. L. proboszczem w Ch., o słyszanej legendzie, dowiedziałem się, że miasto miało stać gdzieś w pobliżu leśniczówki zwanej Rynok, (Rynek) i że właśnie nazwa leśniczówki, jak opowiadają starzy ludzie, wzięła swoje miano od śladów rynku owego zburzonego w czasie wojen szwedzkich miasta.
Po tej rozmowie rozpocząłem poszukiwania, a równocześnie myszkowałem za dalszemi wiadomościami. W pewny upalny dzień lipcowy przed 5 laty wałęsając się po bagnach i piaskach nad M., spotkałem pod W. leciwego gospodarza, pasącego bydło. Wdawszy się z nim w pogawędkę o legendzie, dowiedziałem się że “gdy był małym chłopcem, to słyszał że w lesie za rzeką są ślady rynku, jakieś lochy i piwnice, w których znajdowano stare pieniądze, resztki jakiegoś cmentarza i że to wszystko zarosło jest drzewizną i krzem niedaleczko od gajówki Rynok". Gdy zapytałem go, czy tam kiedy był? - odpowiedział. “A byłem, byłem! pewnie będzie z 50 roków temu. Poszedłem szukać piniędzy i złamałem nogę, bo wpadłem do jakiś stary piwnicy. Od tego czasu trochę kuleję na nogę, jak pan widzi". Na zakończenie rozmowy, zapytał: “A po co to panu wiedzieć? Pewnikiem wedle tych skarbów i piniędzy!- ale nic z tego! złe je przysiadło. Był tu jeden gajowy, on też szukoł, no i co?! wpod w jamę i przepod. Jeszcze byłem małym chłopcem, ale pamiętom. Nietrza tam chodzić, bo tam złe siedzi".
Ostrzeżenie staruszka nie pomogło. Poszedłem “za rzekę" w lasy, no i po dłuższym wałęsaniu się w nich, natrafiłem rzeczywiście na “ślady miasta" z legendy.
Owe “ślady" zarosłe lasem i krzewiną, przedstawiają się jako prostokątne zagłębienia, - po bokach prostokąta widnieją jamy, zarosłe zielskiem i zasypane gruzem. W pewnej odległości od tego miejsca znów widoczny obszar prostokątny.
Pierwszy obszar prostokątny to ponoć rynek miasta, zaś jamy na jego boch. to piwnice, a obok gruzy, mają być resztkami domów.
Drugi obszar prostokątny, to według legendy ślady cmentarza. Rozgrzebując w kilku miejscach ziemię na “rynku" - dogrzebałem się w jednem miejscu na głębokości 70 cm okrągłych kamieni, ot coś w rodzaju bruku, zaś o kilka metrów dalej, na głębokości około 50 cm natrafiłem na dylowanie z drzewa okrągłego. Ot i wszystko co zdołałem “odkryć". Że jednak w legendzie jest coś z prawdy, nie ulega wątpliwości. Owo zburzone miasto, mogło być miastem, ale mogło być również zwykłą osadą, którą Mirzowscy zaczęli przemieniać w miasto. Taką miejscowością zmieniającą swój wygląd mogła być osada Gaj, istniejąca w tych okolicach, (wspominają o niej kroniki parafii w Ch.), a po której nawet śladu niepozostało. ..."