Kategorie

Zapraszamy do dyskusji

Wrześniowe niebo









Wszystkie zawarte w tym opowiadaniu osoby, miejsca i wydarzenia są tylko i wyłącznie owocem mojej wyobraźni i nie maja nic wspólnego z rzeczywistością, a zbieżność nazwisk i miejsc jest przypadkowa.

 

 

Wrześniowe niebo

 

 

Rozdział 1

 

-Pobudka wstawać, do apelu 30 minut! -Wrzaskliwy głos podoficera dyżurnego, przeszywał jak świder mozg porucznika Jakubowskiego. Naciągniecie koca na głowę nic nie pomogło, porucznik spojrzał na fluorescencyjne wskazówki zegarka.

-5.07-Co jest do cholery! Zamorduje tego idiotę, jeszcze 23 minuty do pobudki! - Usłyszał krzątaninę i stukot podbitych wojskowych butów na korytarzu. Podniósł się z lóżka, i zaraz opadł z powrotem z okropnym bólem głowy. -Boże tylko nie to! - Przypominał sobie powoli, co wydążyło się ostatniego wieczora. Urodziny, alkohol, dużo alkoholu, jakieś dziewczyny.... - Wody!

Przełamał bol i doczłapał się do umywalki. Pil łapczywie przez kilka sekund, ale suchość w gardle nie ustępowała. -Kawa postawi mnie na nogi!- pomyślał, wziął ręcznik i już miał złapać za klamkę drzwi, jak te z impetem otworzyły się, omal nie rozwalając mu głowy.

-Panie chorąży, to straszne...-w drzwiach stal Maciek Sekowski, najmłodszy z jego podkomendnych. Miał obłęd w oczach, ale też cos, czego teraz nie potrafił odczytać.

- Uspokój się i mów, o co chodzi, i nie krzycz, bo mi łeb rozwali!

-WOJNA, wrzasnął, ale zaraz się opamiętał i zaszeptał - wojna Panie Poruczniku!

Jakubowski zamknął oczy, wiedział ze wojna jest nie unikniona, ale, że jak? Już? Nie jesteśmy jeszcze gotowi. Mobilizacja, co prawda została ogłoszona kilka dni temu, ale nie wszyscy jeszcze dotarli do jednostek-Niech to szlag!

 

 

Rozdział 2

 

Przygotowania do wymarszu szły jak po grudzie, wszyscy gorączkowo biegli we wszystkich kierunkach, szukając oporządzenia. Ładowali amunicje na wozy taboru, oporządzali konie, kompletowali wyposażenie, broń...

-Maciek do mnie- wrzasnął porucznik.

-Na rozkaz- podbiegł zdyszany chłopak, był wysoki jak na swój wiek (oszukał służby mobilizacyjne, miał 16 lat a nie jak mówił 18). Jakubowski go polubił, sam był nie wiele starszy, skończył szkole oficerska w 1938 r. w wieku 22 lat.

-Przyślij do mnie szefa kompani, ale migiem!

-Już się robi- odpadał szer.Sekowski, ale w porę się opamiętał -Rozkaz- strzelił zawadiacko obcasami i pognał do kancelarii.

Szef kompani sierżant Modzelewski z Kresów, typowy gryzipiórek z opasłym brzuchem, lekko łysiejący, od 15 lat w armii, bez zaglądania w księgi wiedział wszystko i o wszystkich w kompanii. Nic nie umknęło jego uwadze.

-Na rozkaz Panie Poruczniku!

-Jaki jest stan kompanii?

-89 ludzi, w tym 4 podoficerów-bez zająknięcia odparł szef.

Do pełnego stanu brakowało 21 ludzi.

-Świetnie, nie ma co!!! -pomyślał Jakubowski.

-A jak to wygląda w plutonach?

-Pierwszy pluton ciężkich karabinów maszynowych w komplecie, w drugim brakuje 8 ludzi,

3 i 4 nie dotarło po 6 żołnierzy! Plus nie mamy pomocnika kucharza!

-Kuchta tez nie dotarł, świetnie będziemy zrzec konserwy- powiedział porucznik z uśmiechem, nie przepadał za wojskowym jedzeniem, zawsze jak tylko miał okazje jadał u gospodarzy lub na mieście.

Ale nie było mu do śmiechu, 2 pluton to przecież pluton ppanc. Ośmiu wyszkolonych żołnierzy nie da się ot tak zastąpić, pluton 3 rozpoznanie i 4 wsparcie tam będzie już łatwiej cos zorganizować.

-Jak wyglądają przygotowania do wymarszu?

-Wszystko prawie na wozach, został tylko prowiant i pasza dla koni, za pól godziny będziemy gotowi!

-Mogę o cos spytać Panie Poruczniku?-Podrapał się po łysine sierżant.

-Pytajcie!

-W magazynie broni znalazłem zaplombowane skrzynie-TAJNE SPECJANEGO PRZEZNACZENIA-długie na dwa metry i ciężkie jak cholera. Co z nimi zrobić?!

-Weź Ślązaka i przynieście je na plac apelowy!

-Rozkaz Panie Poruczniku -sierżant zrobił przepisowy zwrot w tył i pobiegli do magazynu.

Jakubowski otwarł sejf, wyjął zalakowana kopertę z napisem NA WYPADEK WOJNY, złamał pieczecie i szybko przebiegł wzrokiem po dokumencie.

Rozkazy były bardzo proste. Udać się na miejsce zbiorki batalionu, spalić wszelkie dokumenty kompanijne, zabezpieczyć kody radiostacji i już! Zdziwił się trochę, ale nie przykładał do tego większej wagi, bo wiedział, ze wszystkiego się dowie jak dotrą do Kalisza.

Na placu apelowym żołnierze tłoczyli się koło dwóch skrzyń.

Ślązak- kapral Alojzy Koza, chłop zwalisty jak góra, na którego każdy sort mundurowy był za mały (sam kazał sobie uszyć, a wojsko o dziwo zapłaciło za to!) trzymał łom w ręku i czekał na rozkaz otwarcia skrzyni.

-Otwieraj!- Rozkazał Jakubowki.

-Cofnijcie się bajtle (chłopcy po śląsku) co bych wam krzywdy nie zrobił -powiedział Ślązak i bez najmniejszego wysiłku po podważeniu wieka skrzyni otworzy ja.

Na wierzchu było sporo brązowego papieru nasączonego jakaś oliwa, po usunięciu jej, oczom zgromadzonych żołnierzy ukazał się... Dziwny karabin!

Wszystko wyglądało jak zwykły karabin tylko ta lufa...1.2 m długości!

-10 kilogramów jak nic -powiedział Ślązak trzymając karabin w rękach bez wysiłku.

-Podajcie mi to pudełko -wskazał porucznik na jedno z 4 pudelek zapakowanych w skrzyni.

Rozerwał papier i przyglądał się z ciekawością amunicji. 7.92 DS prawie 13cm długości i ponad pól kilograma wagi. Przejrzał papiery ze skrzyni.

-To karabin przeciwpancerny Ur!-Przekazał swoje spostrzeżenia zaciekawionym żołnierzom, kilku już pomału się oddalało, nie mając ochoty taszczyć tego żelastwa, inni zaciekawieni próbowali brać karabin od Ślązaka, ale szybko rezygnowali.

-Kapralu zapakujcie skrzynie na woź i miejcie na nie oko!

-Na rozkaz panie poruczniku- ucieszony jak dziecko Ślązak złapał skrzynie jakby nic nie ważyła
i pognał do taborów.

 

 

 

Rozdział 3

 

 

Byli już w drodze od kilku godzin, minęli Sieradz gdzie stanęli na popas. Tłumy ludzi poruszały się na wschód, wozy, samochody, ludzie taszczyli swój dobytek, z obłędem w oczach opowiadali jak samoloty ostrzeliwują każdego, kto się porusza po drogach.

Pozdrawiali maszerujących żołnierzy, częstowali, czym mogli, ale było widać ze uciekają w wielkim pospiechu jak przed zaraza.

Jakubowski poprawił się w siodle, bolał go tyłek od tej jazdy, ale nie narzekał -przynajmniej głowa go przestała bolec-piwo wypite na rynku w Sieradzu wyleczyło kaca. Kawa niestety nie!

Posłał jednego zwiadowcę przodem celem zapoznania się z sytuacja na drodze, ale od przeszło godziny nie wrócił, a tłum jakby zelżał. Słonce paliło już w najlepsze, pozwolił chłopakom zdjąć ciężkie hełmy, ale i tak nie wszyscy mieli siły iść i trzeb było ich upchać na wozach.

W oddali było słychać ciężkie dudnienie, tak jakby ktoś zrzucał worki maki z dużej wysokości, nie można było dokładnie zlokalizować skąd ten dźwięk nadchodzi, ale narastał z każdym przebytym kilometrem.

-Chorąży Krauz do mnie!-Zawołał porucznik.

20 letni chorąży z Warszawy o piegowatej twarzy i rudych włosach, podjechał do Jakubowskiego.

-Rozkaz Panie Poruczniku.

-Gdzie jest do cholery ten wasz zwiadowca?

-Nie rozumiem panie poruczniku, już dawno powinien tu być, mam kogoś posłać po niego?!

-Nie trzeba, i tak mamy za mało ludzi i tego szlag trafi!.

-Wracajcie do plutonu-rozkazał Jakubowski, ale w porę się zreflektował, że był trochę za ostry dla chorążego.

-Jak chłopcy, wszystko w porządku?

-Trochę zmęczeni od tego słońca, ale nie narzekają.

-Powiedzcie im, ze w Blaszkach zrobimy dłuższy postój.

-Dziękuje Panie Poruczniku- odparł Krauz i z uśmiechem pognał na czoło kolumny.

 

Kilkanaście minut później, zaniepokoił go inny odgłos, którego jeszcze nie znal.

Brzmiało to jak gwizd lub dźwięk syreny, a chwile potem odgłos wybuchów i staccato karabinów maszynowych. Do wsi było już tylko niespełna kilometr, ale już z tej odległości było widać czarny dym unoszący się na wsią i czuć było zapach spalonej maki, drzewa i jeszcze czegoś, jakby ktoś przypalił mięso w garnku.

Porucznik rozkazał zatrzymać kolumnę a sam z jednym strzelcem pogalopował do wsi.

Już na rogatkach wsi zobaczył kilku miejscowych biegnących w glob wsi z wiadrami i bosakami, krzyczące kobiety i plączące dzieci. Nie przerywając galopu Jakubowski wpadł do wsi...Jego oczom ukazał się straszny widok...

Bomba trafiła w pomalowany na żółto domek. Dosłownie rozerwała go od środka, wszędzie walały się połamane sprzęty domowe, latało pierze, przy budzie na lancuch leżał jakiś strzep mięsa-tyle zostało z psa gospodarza. Płonął stóg siana i cale gospodarstwo, ludzie próbowali gasić ogień, ale bezskutecznie. Nagle porucznik zobaczył martwego konia, wojskowego konia!, w pełnym oporządzeniu! Z brzucha zwierzęcia wylewały się wnętrzności barwiąc wszystko wokoło na czerwono...

 

Do porucznika podbiegł jakiś człowiek i krzycząc, plącząc i gestykulując prosił zeby porucznik z nim poszedł.

-Cala rodzina tam jest w tych zgliszczach, pięcioro dzieci...Boże!-Wykrzyczał wieśniak.

Jakubowski przez sekundę zastanawiał się, co ma odpowiedzieć-Ale cóż można odpowiedzieć na taka tragedie-Milczał!

Krew buzowała mu w skroniach smród palącego się mięsa-teraz wiedział, co się pali- zatykał mu nozdrza, strzelec wymiotował schowawszy się za koniem.

-Czyj to koń?- Zapytał wieśniaka.

-Jakiegoś żołnierza, był....jest w tym domu, ze dwie godziny jak przyjechał...I wtedy ten czarny samolot nadleciał...Boże pięcioro dzieci tam jest.

Ludzie już zrezygnowali z ratunku widząc ze domostwo i tak się dopala, stali w osłupieni, osmoleni od dymy z białym bruzdami od łez spływających po twarzy.

Porucznik rozkazał strzelcowi wracać po resztę kompanii a sam został, próbując rozmawiać z ludźmi o tym, co tu zaszło i kim był ten żołnierz, który zginał w płomieniach.

 

 

 

 

 

Rozdział 4

 

 

Kompania rozlokowała się we wsi, poukrywano konie i wozy po sadach, żołnierze zebrali się
w małych grupach i jedli konserwy, rozmawiając o tym, co się wydarzyło we wsi.

Gospodarstwo się dopalało, i dopiero teraz można było wyciągnąć ofiary tego barbarzyńskiego nalotu. Z piątki dzieci tylko najmniejszego 6-miesiecznego nie udało się znaleźć, pozostałe zostały ułożone na wojskowym brezencie w ogrodzie obok rodziców, którzy również zginęli. Ciała były zwęglone i tylko dla własnego spokoju Jakubowski wmawiał sobie ze zginęli zanim dopadł ich ogień!

Pod zawalana belka stropowa, która ciągle się tliła, znaleziono strzelca st. szer. Janka Grzelaka, naszego zaginionego zwiadowcę, 19 letniego poznaniaka, twarz miał zmasakrowana, ale ciągle widać było blond czuprynę wystająca spod podziurkowanego hełmu. Odłamek trafił go w twarz-szybka śmierć! Miał tylko 19 lat!

Miejscowi powiedzieli, ze już miał wracać, gdy nadleciał samolot, zrzucił dwie bomby, postrzelał do krów i odleciał.

Było już późne popołudnie, Jakubowski rozkazał pochować st. szer. Grzelaka, pomoc miejscowym uprzątnąć pogorzelisko i koło 18 ruszyli w dalsza drogę do Kalisza. Po tym, co zobaczył trochę się obawiał dalszej drogi w świetle dnia, ale rozkazy mówiły wyraźnie, ze ma być w Kaliszu 1 września do godziny 21.00.

Nie było już uchodźców na drodze, więc kolumna poruszała się w dobrym tempie, hełmy wróciły na głowę i to bez rozkazu, chociaż niektórzy wątpili w ich skuteczność, po tym jak zobaczyli jak zginał st. szer. Grzelak.

Porucznik zastanawiał się co on ma zrobić z ta niepełna kompania, 88 ludzi, 2 armaty ppnc. Boforsa, 2 karabinami maszynowymi Vickers, 4 rkm Browning i z tymi dziwnymi karabinami ppnc o których nic nie wiedzial. Co zrobi w tymi młodymi chłopakami z całej Polski z Wilna, Warszawy
z Kresów, Salska...Tylko kilku z nich to zawodowi żołnierze, innych dopiero zmobilizowano, umiej strzelać, ale co zrobią w obliczu wroga...I najważniejsze, CO JA ZROBIE!?

 

 

 

Rozdział 5

 

 

Dotarli wreszcie do Kalisza, było już po czasie, a znalezienie jakiegoś miejsca w zapchanym uchodźcami i wojskiem mieście nie było latwe.

Jakubowski z sierżantem ruszyli do sztabu, który mieścił się w okazałym budynku sadu.

Wartownik sprawdził od niechcenia papiery i udali się na pierwsze piętro do dowódcy batalionu.

Porucznik Jakubowski zameldował się służbiście stojąc na baczność, w błyszczących jak lustro oficerkach. Wiedział, że pułkownik jest służbista i zgani go z byle powodu!

-Gdzie do cholery się podziewaliście poruczniku?! Trwa wojna wiecie o tym do cholery!

Cholera to ulubione powiedzenie tego 55 letniego Kresowiaka, z haczykowatym nosem i sumiastymi wąsami, na wzór marszałka Piłsudskiego. Porucznik pomyślał, ze pewnie ktoś z rodziny musiał na te chorobę umrzeć pułkownikowi stad tak przypomina o niej.

-Tak wiem panie pułkowniku, straciłem jednego człowieka po drodze!-Odparł z buta.

-Przestańcie mi się tu mądrzyć poruczniku, taka jest wojna, giną ludzie...! Stan!

-88 strzelców w tym 4 podoficerów!

-A gdzie reszta, dekownicy, dezerterzy pod sad oddam jak złapie!- Aż się zasapał to mówiąc.

-Zważywszy, jakie trudności są na zatłoczonych uchodźcami drogach...-Jakubowski rozpoczął nieśmiało.

-Proszę przestać, to jest wojsko panie poruczniku, dezercja jest karana śmiercią!-Uzbrojenie?

-2 działa ppc, 2 ciężkie karabiny maszynowe, 4 rkm i dwa karabiny ppnc Ur...

-To ścisłe tajny projekt-przerwał mu pułkownik! - Osobiście odpowiadacie z te bron, pod żadnym pozorem nie może się dostać w ręce wroga-zrozumiano!?

-Tak jest panie pułkowniku! -Wyprężył się jak struna

-Oto pańskie rozkazy-nasz batalion ma za wszelka cenę utrzymać drogę Kalisz-Ostrów,

- Macie się okopać nad przeprawa Prosna po lewej stronie, za droga po prawej będzie 2 i 3 kompania 4 poł kilometra za wami w odwodzie-Zrozumiano?!

-Okopać się przed przeprawa Prosna!!!!- Wykrzyczał porucznik

-Zaopatrzenie?

-Już posłałem szefa kompanii do kwatermistrza!

-Dobrze!- Pułkownik się zamyślił- Nie mogę wam dać nowych ludzi poruczniku, ale możecie zgarnąć z drogi każdego napotkanego żołnierza, a jak nie będzie chciał iść, przyślijcie go do mnie- Już ja mu pokaże!-Odmaszerować! I powodzenia poruczniku!

Sierżant już czekal przed sadem na dowódcę, w ręce miał jakieś kwity, pewnie od kwatermistrza na zaopatrzenie.

-W, co się wpakowaliśmy poruczniku?-Zapytał

-Nic wielkiego mamy utrzymać przeprawę, ale nie wiem jak długo i z jakimi silami będziemy walczyć!

-Cholera-powiedział sierżant, a Jakubowski tylko się zaśmiał na myśl o pułkowniku.

-Wracajcie do kompani i zabierzcie 15 ludzi niech pomogą przy zaopatrzeniu, dogonicie nas-

Droga Kalisz- Ostrów przed przeprawa na Prosnej!

-Tak jest!

Było już po północy jak kompania dotarła do miejsca obrony. Drugi dzień września.

 

 

 

Rozdział 6

 

 

W blasku księżyca, żołnierze zajmowali wyznaczone stanowiska ogniowe, Jakubowski wraz
z podoficerami dokładnie oglądali powierzony do obrony teren. Przed nimi widniał stary stalowy most na Prosnej (zaminowany dzień wcześniej przez saperów) wąska utwardzana droga prowadziła w szpalerze drzew w kierunku Ostrów, po prawej stronie było rozlewisko rzeki i bagna, a po lewej laki i pastwiska. Teren z wolna się unosił w kierunku na Kalisz, tuz za rzeka był mały zagajnik. Jedno z działek ppanc zostało ustawione na wprost mostu za kempa krzaków, dobrze okopane i obłożone workami z piaskiem. Drugie porucznik schował w zagajniku 150m na lewo od drogi, miał stamtąd świetny widok na laki i drugi koniec mostu. Ckamy rozstawiono po obu stronach odcinak a między nimi 2 rkm, pozostałe 2 osłanialy drugi działko ppnc. Strzelcy byli rozciągnięci w dwóch nieregularnych liniach, utworzono składy amunicji punkt opatrunkowy, konie i cały tabor został ukryty w niecce za zagajnikiem

Sierżant Modzelewski spisał się na medal, dostał nie tylko to co mu zapisał kwatermistrz ale dodatkowo wyżebrał a może ukradł sporo amunicji do rkaemow, zapasy leków i bandaży ale co najważniejsze dodatkowe 100 pocisków do naszych 37-ek (do tej pory mieliśmy tylko po 25 sztuk na działo) Po drodze wyłapał jeszcze 12 żołnierzy z kawalerii, którzy zgubili swój oddział. ARMIA nasza liczyła teraz 100 ludzi.

Porucznik szybko rozdysponował zdobycznych kawalerzystów, rozdzielił funkcje i znużony
i zmęczony całodniowymi zajściami ułożył się do snu.

-Cholerne komary, zjedzą mnie żywcem- pomyślał porucznik, klnąc na bezlitosne owady, których bliskość moczarów i bagna namnożyło się bez liku.

Spojrzał na zegarek-Już prawie 6.

Rozejrzał się po okopach, ale żadnego ruchu, wszyscy spali zamęczeni nocnymi przygotowaniami, tylko dwóch wartowników na wysuniętej placówce przed mostem o czymś ściszonym głosem dyskutowalo.

Porucznik wstał, żeby rozprostować nogi, wtem usłyszał dochodzące z oddali brzęczenie, wziął
w dłonie lornetkę i skierował wzrok w miejsce, z którego dochodził dźwięk, wyregulował ostrość
i przez chwile lustrował niebo tuz nad mostem, nic!

Wschodzące słonce połyskiwało na rosie i odbijało się od podnoszącej się mgły, słychac było tylko szum wody i kumkanie żab-tylko to brzęczenie... Spojrzał jeszcze raz, nie od razu zauważył cztery malutkie punkciki tuz nad horyzontem, punkty rosły w okularze lornetki aż mogl je rozpoznać, to J-87 Stuka, widział zdjęcia na szkoleniu w Grudziądzu, tych dziwnie zgiętych skrzydeł nie mogli pomylić.

-Spokojnie chłopaki, sprawdzić maskowanie i nie ruszac się- krzyknął, większość żołnierzy już się obudziła tuląc się do ścian okopów.

Samoloty zbliżały się powoli na wysokości 700m, kierunek Kalisz. Przelatując na mostem jeden sztukas oderwał się od formacji zniżył lot i przeleciał tuz na stanowiskami kompani Jakubowskiego! Porucznik widział rozglądającego się pilota w kabinie, miał tylko nadzieje, ze pilot nie widzi jego. Samolot zwiększył obroty, poszedł ostro w gore i dogonił resztę klucza nie niepokojąc strzelców koło mostu.

-Uff, było blisko-powiedział szer. Sekowski, który niewiadomo skąd się wziął koło dowódcy.

-Kawa panie poruczniku-podał dowódcy kubek gorącego płynu, który na pewno nie był kawa.

-Dziękuje szeregowy, aha i żebyś był koło mnie cały czas jak się zacznie-będziesz moim gońcem-zrozumiano?!

-Tak jest panie poruczniku- w hełmie i płaszczu wyglądał jak strach na wróble, ładownica z nabojami ciążyła mu, w pasie były dorobione dziurki taki był chudy.

Porucznik z niesmakiem wypił '' kawę'' przeszedł się po stanowiskach porozmawiał z każdym żołnierzem i już miał wracać do swojego okopu, kiedy usłyszał warkot silnika motocyklowego. Spojrzał na most- od strony Ostrowa jechał z dość duża prędkością motocykl z koszem. Porucznik patrzył na pojazd przez roletkę, -Niemcy!

-Wstrzymać ogień- to zwiad, niech się nikt nie wazy strzelać!- Rozkazał podniesionym głosem-Glowy nisko!!!- Jednocześnie spojrzał za siebie gdzie celowniczy rkemu kpr. Gebczyk

Trzymał motocykl na celowniku-Ani mi się waz!-Warknął.

Motocykl zwolnił i zatrzymał się na moście. Z tylnego siedzenia wyskoczył Niemiec z automatem, wziął lornetkę i przez chwile lustrował okolice. Zanotowal cos w mapniku i już miał wsiadać na motocykl, kiedy rozległ się pojedynczy strzał. Niemiec padł jak rażony piorunem, kierowca motocykla próbował zawrócić, ale seria z kaemu Gebczyka podziurawiła jego i jego kompana w koszu, maszyna bezwładnie się potoczyła do przęsła mostu i znieruchomiała.

-Kurwa mać!!!-To ci z drugiej kompanii za droga nie wytrzymali- pomyślał Jakubowski

-Ślązak weź kilku ludzi i szybko pozbierajcie bron i dokumenty a motor i ciała do rzeki, ale migiem!!!

-Leca!-Odpowiedział Ślązak i już go nie było. Sam pozbierał bron i papiery, Niemca z kosza wyrzucił jak lalkę przez poręcz na moście, to samo spotkało dwóch pozostałych, potem złapał za boczne koło motocykla i przerzucił go z łatwością prze barierkę i tylko plusk wody oznaczył miejsce spoczynku maszyny.

Ślązak wrócił do porucznika z zdobyczna bronią. Pistolet maszynowy P-40 z czterema zapasowymi magazynkami, MG-34 z dwoma pojemnikami, karabin Kar98 z ładownica i pistolet Luger38. Wręczył pistolet porucznikowi z uśmiechem na ustach.

-Ta giwera lepiej będzie panu porucznikowi pasowała!-powiedział-A co z reszta?

-Maszynkę daj Maćkowi, bo już nie mogę patrzeć jak taszczy ten ciężki karabin, a mg oddaj kawalerzystom na przedpole, karabin tez.

Potem uważnie przyjrzał się papierom. Niemcy byli z drugiej brygady pancernej, najstarszy był feldfebel Franc Fuchs 36 lat, z Drezna, pozostali to młokosy takie same jak my 18, 20 lat-No cóż my ich tu nie zapraszaliśmy!

Schował dokumenty do kieszeni bluzy, ale po chwili się rozmyślił, lepiej zęby ich przy nim nie znaleźli, tak na wszelki wypadek, wziął saperkę i wykopawszy mały dołek koło swojego okopu zakopał dokumenty, wbijając obok krzak jeżyny-Tak na wszelki wypadek-pomyślał.

Była godzina 7.45 Drugiego września.

 

Rozdział 7

 

 

Chrzest gąsienic i warkot silników było już słychać na polskich pozycjach, kolumna pancerna zbliżała się do mostu.

Jakubowski stal w swoim okopie ze swoimi podoficerami, obserwując zbliżających się Niemców przez lornetkę.

-Motocykl i dwa wozy pancerne na przodzie, potem czolgi-duzo ich pomyslal-ciezarowki, i cala reszta.

-Chorąży Lidka, przepuścicie motocykl i wozy pancerne niech minal most, potem walcie w pierwszy czołg!-Wydal szybki rozkaz.

-Tak jest panie poruczniku-aż podskoczył chorąży, ręce zaczęły mu się trzęsły, nie potrafił utrzymać lornetki przy oczach.

-Spokojnie, wszystko będzie dobrze, tylko nie spudłujcie!-Powiedział dowódca.

-Rozkaz-odpowiedział chorąży i szybko pobiegł do swojego działa, zamaskowanego na wprost mostu.

-Sierżancie Wroński-zwrócił się do rosłego, blondyna o ogorzałej twarzy od słońca- Waszym zadaniem będzie zlikwidować wroga, który przejedzie most, możecie zabrać jeden z tych nowych karabinów, dajcie go najlepszemu strzelcowi. Zrozumiano!?

-Tak jest! kpl. Bugajski jest najlepszy, i już trochę grzebał przy tej broni myślę, ze sobie poradzi!-Zrobił w tył zwrot i pobiegł do swoich ludzi.

-Podchorąży Michalak, wy ze swoimi cekaemami, kosicie wszystko, co się wysypie na drogę, kładźcie ogień na most i łąkę z lewej. Krótkie serie nie przegrzejcie tych Vickersow!

-Rozkaz panie poruczniku-Michalak oddalił się nie spiesznie na stanowisko. Miał już swoje lata, a
i nie jedno widział w życiu. Jakubowski wiedział ze można na nim polegać.

-Teraz ty Krauz. Twoje działo, ma najlepszy pole ostrzału na koniec mostu. Masz zniszczyć ostatni pojazd w kolumnie na moście, złapiemy skopów w pułapkę. Potem niszcz wszystko, co zobaczysz
w celowniku! Pytania?!

-Zasadniczo nie panie poruczniku, ale co będzie jak znowu ci nadgorliwcy z drugiej kompanii zaczną strzelać, cały plan szlag trafi!?

-Spokojnie, rozmawiałem z ich dowódca wieczorem, Beda czekać na nas! Jesteśmy bliżej do nas należy podjęcie decyzji, kiedy zaczynamy-za bardzo w to nie wierzył, ale nie miał innego wyjścia.

-Marcin, jak na ćwiczeniach nie panikujcie, to szkopy niech się martwia!

-Tak jest-odpowiedział chorąży, ale Jakubowski widział, ze chłopak jest bardzo zdenerwowany, za chwile się okaże, jaki z niego dowódca działonu.

-Maciek, do mnie-krzyknął

-Powiedz Ślązakowi zęby przyniósł jeden z tych karabinków ppnc do mnie-ale migiem!

-Już się robi...-Szeregowy pognał na złamanie karku w dol pozycji.

Z pistoletu, nawet tego zdobycznego Waltera nic nie zrobię z tej odległości, spróbujemy, więc co jest warta ta bron SPECJALNEGO PRZEZNACZENIA-pomyślał Jakubowski.

Niemcy mieli jeszcze 500m do mostu, widać było oficerów w otwartych włazach czołgów, można już było zobaczy czarne krzyże na pancerzach.

Raz, dwa, trzy....liczył porucznik w myślach- Pz I , Pz II, i Pz IV...Dużo ich, nie widział końca kolumny. Zle z nami!

-Przygotować się chłopcy!-krzyknal, ale nie potrzebnie, wszyscy żołnierze, byli już na stanowiskach, ściskali nerwowo bron, hełmy głęboko osiadły na ramionach. Czekali!

-Maciek, będziesz podawaj pociski, nie wychylaj się, bo zatłukę-Zrozumiano!?

-Tak jest!-odparł szeregowy, i dopiero teraz porucznik uzmysłowił sobie, co takiego poza strachem zobaczył w jego oczach. PRZYGODA. Sekowski był ciekawy jak to jest, chciał przeżyć przygodę, być bohaterem...O jakich czytał w ulubionych książkach Karola Maya.

Teraz jeszcze będę musiał być niańka dla tego smyka-pomyślał, ale szybko skupił się na Niemieckiej kolumnie.

 

Rozdział 8

 

Motocykl i wozy pancerny wjechały na most! Jeden z Niemców zeskoczył z siodełka i podszedł do barierki, przechylił się kilka razy to jednej to drugiej strony mostu.

No i szlag trafił robotę saperow-pomyslal Jakubowski, ale nie wiedzieć, czemu Niemiec wskoczył na motocykl, pomachał do kierowcy wozu pancernego i ruszyl w stronę polskich pozycji. Kolumna, która zwolniła na chwile teraz z cala mocą silników kierowała się ku swojemu przeznaczeniu.

Pierwsze trzy czołgi były już prawie w połowie mostu, kiedy rozległ się wystrzał z działka ppnc chorążego Litki. Niemcy w motocyklu i wozach pancernych zatrzymali się zupełnie zaskoczenie. Na to czekal sierżant Wroński, raz po raz odzywał się wystrzał z karabinka Ur. kpl. Bugajskiego,

dziurawiąc cienka blachę na transporterach, karabiny maszynowe kosiły wyskakujących żołnierzy niemieckich nie dając im szans na znalezienie schronienia, zastygle w groteskowych pozach trupy Niemców zaścielały drogę, słychać było tylko wrzaski tych, co jeszcze zżyli i dźwięk odbijanych od pancerza pocisków...

Pierwszy czołg został trafiony tuz pod wieżyczka, był to śmiertelny strzał, nikt nie próbował opuścić pojazdu, coraz więcej dymu i ognia buchało z otwartego włazu.

Chorąży Krauz nie próżnował, jego działko zniszczyło kolejno dwa czołgi na końcu mostu,

Działa drugiej kompanii tłukły po ciężarówkach i czołgach w końcu kolumny, ze wszystkich luf polskiej placówki lalo się żelazo na Niemców stłoczonych na wąskiej drodze. Niemcy uciekali
w popłochu, ostrzeliwujące się nieskładnie. Czołgi z tylu kolumny nie miały jak podjechać bliżej
z powodu płonących pojazdów i uciekających żołnierzy. Jeden z Pz II spróbował zjechać z drogi po prawej stronie, ale na miękkim bagiennym podłożu, szybko się przechylił na lewo i załoga salwowała się ucieczka, zanim zostałaby w stalowym grobie wciągnięta przez bagno. Dymy plonacych pojazdow zakryly pobojowisko, kanonada slabla, Niemcy wycofywali się w poplochu.

ZWYCIESTWO -słychać było tylko jęki ranch, wybuchając amunicje
i wiwatujących polskich żołnierzy.

Jakubowski zdał sobie sprawę ze ani razu nie wystrzeli w tej bitwie, patrzył jak zauroczony na to, co się działo na moście, nie próbując się nawet schować.

-Ale dostali w dupe panie poruczniku- powiedział szer. Sekowski szczerząc zęby.

-Prawda Maciek, dostali, ale teraz beda już ostrożniejsi i na pewno nie pójdzie nam tak łatwo.

-Gon po szefa!-Rozkazał.

-Jakie straty- zapytał sierżanta wiedząc ze ten już zna liczby

-Dwóch rannych, w tym jeden poparzył łapy na Vickersie, odesłałem go do koni, a drugi nic poważnego postrzał w ramie, ale chce zostać!

-Dobrze-jak stoimy z amunicja?

-Do cekaemow mamy po 1000 sztuk nabojów, trochę mniej do rkemow, ppnc wystrzelali tylko po 18 sztuk, więc mamy zapas. Strzelcy już dostali dodatkowa amunicje-wyrecytował z pamięci

-Świetna robota szefie-a, co z kuchnia?

-Ciepy posiłek powinien być za poł godziny już po niego posłałem!-O niczym nie zapomnial-To skarb mieć takiego szefa!

-Miejmy nadzieje, ze Niemcy dadzą nam tyle czasu-Dziękuje może pan odejść.

Porucznik obejrzał wszystkie stanowiska, porozmawiał z żołnierzami, pożartował i wrócił do swojego okopu gdzie czekali na niego szer. Sekowski z miska wybornej grochówki.

Dopiero teraz poczuł, jaki jest glodny-Nie jadł chyba z 20 godzin-a zupa smakowała jak nigdy-Chyba zmiennie zdanie o wojskowej kuchni!

Po posiłku przyjrzał się pobojowisku- 6 zniszczonych czołgów, nie licząc tego, który utonął w bagnie, kilkanaście wozów pancernych, ciężarówek i około 90 zabitych i rannych Niemców zostało na tym moscie-Niezle jak na jeden boj. Bał się, bo wiedział, ze teraz Niemcy się przygotują do ataku...

 

 

Rozdział 9

 

-Lotnik kryć się!-Krzyknął ktoś z wysuniętej placówki. Jakubowski słyszał już ten dźwięk i wiedział, co teraz nastąpi, zaciągnął pasek od hełmu mocnie i skulił się w okopie koło, przerażonego szer. Sekowskiego. Wiedział ze nastapi atak z powierza i zabronił ludziom udawać bohaterów, zakryto cekaemy a żołnierze wgryźli się w ziemie jak głęboko tylko mogli i czekali.

Pierwsza bomba upadla daleko za droga, na druga kompanie, ale już dwie następne trafiły w pozycje kompani Jakubowskiego, ziemia drżała od wybuchów a zwały piachu zasypywały obrońców. Gdzieś niedaleko słychać było cekaem, krótki gwizd, wybuch i nastąpiła cisza- tylko warkot silników Sztukasów nie pozwalał zapomnieć ze to jeszcze nie koniec. Zrzuciwszy bomby samoloty, co raz nurkowały na polskie pozycje i ostrzeliwały je z broni pokładowej

Po chwili było po wszystkim. Porucznik otrzepał się z piachu i rozejrzał się po pozycjach.

Okop jednego cekaemu przestał istnieć, był tam tylko wielki lej po bombie ani śladu ludzi, którzy tam byli, nie znaleźli nic poza poskręcanym Vickersie, z którego nie można już było użyć! Trzech ludzi wyparowało! Kilku kawalerzystów i dwóch strzelców było rannych odłamkami, ale poza nimi wszyscy byli cali.

-Maciek lec do drugiej kompanii i rozeznaj co u nich-rozkazał

-Chłopaki poprawić umocnienia, Niemcy nie pozwolą nam długo na siebie czekać!

Szeregowy wrócił po kilku minutach wstrząśnięty tym, co zobaczył.

-Masakra, wszystkie działa rozbite, 27 zabitych i 46 rannych-wyjakal chłopak.

To był efekt ostrzelania samolotu przez obsługę cekaemu, zdradzili swoje pozycie i dostali-

Glupcy-pomyslal porucznik

-Co powiedział kapitan Dylewski!-Dowódca drugiej kompani to jego dobry znajomy jeszcze
z Grudziądza.

-Kapitan nie żyje, chorąży Bratek przejął dowodzenie, trzecia kompania przesunie się na ich pozycje a resztki drugiej maja się wycofać do Kalisza.

Boże jeszcze dwa dni temu oblewali jego urodziny a teraz on...

-Już lezą pierońskie gizdy!-tubalnym głosem odezwał się Ślązak wskazując na zachodni brzeg rzeki.

-Wszyscy na stanowiska! I czekajcie aż podejdą bliżej!-Rozkazał.

Niemcy zmienili taktykę-teraz czołgi zatrzymały się na chwile około 700m przed mostem

Potem skręciły w lewo na pastwisko i ustawiły się w szeroka lawę. Piechota poruszała się po obu stronach drogi, i krótkimi skokami kierowała się w stronę mostu. Z oddali dalo się slyszec pojekiwania mozdzierzy-Pociski uderzaly tuz za liniami obronnymi-Niemcy jeszcze nie wykryli polskich stanowisk!

-Czekać! Jeszcze nie, jeszcze nie-Teraz OGNIA-krzyknął porucznik jak Niemcy byli 50m przed mostem. Rozpętało się piekło, cekaemy skosiły pierwsza linie niemieckiego natarcia, ale same dostały się po ogień ustawionych na lace czołgów. Już dwa z cekaemów zostały wyłączone z walki, a obsługa była martwa lub ranna. Działko chorążego Krauza uszkodziło jeden z czołgów, załoga próbowała uciec z dymiącej maszyny, ale kpr. Gebczyk celna seria skosił ich z pancerza.

Działo chorążego Litki zdążyło oddać tylko 2 salwy, kiedy dostało bezpośrednie trafienie,
z czteroosobowej obsługi nikt nie przeżył! Ogien mozdzierzowy stawal się coraz celniejszy/

Niemcy próbowali dostać się do mostu, ale bron maszynowa z obu kompanii skutecznie blokowała im drogę, coraz więcej ciał zaścielało drogę...

-Pocisk!-rzucił szybko porucznik

Sekowski podał 13cm pocisk dowódcy. Jakubówki wprowadził pocisk do komory, zamknął zamek
i wycelował w najbliższy czołg. Uderzenie kolby o mało nie przewróciło go na dno okopu, szybko się otrząsnął i już lądował następny pocisk do komory. Tym razem mocniej przytulił kolbę do policzka i nacisnął spust. Zauważył snop białych iskier na pancerzu w miejscu kierowcy i nic więcej. I to już, to jest ta cudowna bron-pomyślał. Czołg się zatrzymał, nikt z niego nie strzelał, i kiedy porucznik miał już strzelić drugi raz, właz wieży się otworzy i wyskoczyło z niego dwóch ludzi, kpr. Gebczyk był na miejscu -kolejne dwa trupy bezwładnie spadły na ziemie koło czołgu.

Serie z niemieckich karabinow maszynowych, nie pozwalaly uniesc glowy ponad okop, co raz było slychac krzyk trafionego zolnierza. Sanitariusze dwoili się, starajac się ewakulowac rannych i pomoc zatamowac krwawienie. Sierzant Modzelewski robil co mogl, starajac się odeslac ich do taborow!

Chorąży Krauz, miał już na koncie trzeci czołg, gdy bliska eksplozja, oderwała, lewe koło z ppnca masakrując reke i lewy bok chorążego. Z rozerwanego boku wydobywała się różowa piana, chciał cos mówić, ale tylko świst się wydobywał z pokiereszowanych pluc, zmarł kilka sekund później.

Porucznik Jakubowski, strzelal raz po raz z karabinka Ur do wrogich maszyn, kiedy uslyszal cichy ''pyk'' i katem oka zobaczyl jak szer Sekowski osuwa się na dno okopu!

-Macius!-Boze dzieciaku prosilem zebys się nie wychylal!-Szeregowy siedzial ze spuszczona glowa, z malego otworu w czole saczyla się krew i wsiakala w piach...

Napór Niemców slabł, wycofywali się!. Droga przed mostem była zasłana trupami, na pastwisku dopalały się wraki 5 czołgów, pozostałe wycofywały się z pola walki, dzień zbliżał się do końca, błękitne niebo zasłaniały dymy dopalających się maszyn.

Znowu nadlecialy Stukasy, ale tym razem, samoloty skupily się na 3 kompani, która została wyslana z pomoca. Za plecami obroncow, rozgrywal się dramat- bomby z nurkujacych samolotow wybuchaly wsrod oszalalych koni i ludzi stloczonych na drodze, zolnierze rozbiegli się po okolicznych polach, gdzie dosiegala ich bron pokladowa z samolotow. MASAKRA. Trzecia kompania zostala rozbita zanim wlaczyla się do bitwy!

 

 

Rozdział 10

 

Szef przedstawi raport-Kompania przestała istnieć, jako związek taktyczny.

-35 zabitych 39 rannych w tym 16 ciężko, obydwa działka zniszczone, cekaemy tez, jeden erkaem sprawny z dwoma magazynkami! Panie poruczniku-powiedział sierżant Modzelewski prawie ze łzami w oczach.

-Co z rannymi?

-Tych co przezyli odesłałem do Kalisza, ten ostatni nalot trafil tez nasze tabory!

-Dziękuje sierżancie, możecie odejść!- Powiedział Jakubowski

Usiadł na dnie okopu, wyciągnął manierkę i zaczerpnął spory hals nagrzanej od słońca wody. Jeszcze kilka godzin temu żołnierze się cieszyli ze zwycięstwa w pierwszej potyczce a teraz...Już większości nie ma.

Przybiegl goniec z drugiej kompanii z meldunkiem.

Porucznik szybko przebiegł wzrokiem raport.

Rozkazal udac się wszystkim którzy mogą chodzic- na stanowisko działka dowodzonego przez chorążego Krauza.

Poległych żołnierzy, pochowano w największym leju po bombie, dokładnie oznaczając miejsce zwalonym konarem drzewa a dowódca naniósł je starannie na mapę polowa.

-Żołnierze, chciałem wam podziękować za bohaterska postawę. Udowodniliście, ze potraficie się bić, udowodniliście swoje oddanie i poświecenie dla Ojczyzny! Rozejrzał się po twarzach swoich podkomendnych, widać było w ich oczach butę, odwagę, ale i zal po poległych towarzyszach.

-Dwa razy odparliśmy atak wroga, zadając mu ogromne straty, niestety w sytuacji, kiedy nie mamy już broni przeciwpancernej, amunicji , aby utrzymać ten placówkę musimy się wycofać do Kalisza po dalsze rozkazy.-Zolnierze patrzyli z niedowierzaniem-Jak to teraz jak tylu kolegow poleglo, jak Niemcy się wycofali mamy zostawic nasze stanowiska i uciekac!

-Ze sztabu batalionu, przyszedł ROZKAZ!-wskazał na papier-wysadzenia mostu i wycofania.

-Jestem dumny ze mogłem dowodzić tak wspaniałymi żołnierzami. To jeszcze nie koniec, Wasze poswiecenie i odwaga przyda się Ku Chwale Ojczyzny. Dziękuje.

-Ku Chwale Ojczyzny!- Jak jeden maz wykrzyczeli żołnierze.

-Przygotujcie się do wymarszu!-Rozkazał.

Zapisał cos w notatniku i poszedł porozmawiać z saperami.

Po godzinie byli gotowi do wymarszu, jeszcze raz spojrzał za siebie na most. Po drugiej stronie widać było w słabym świetle zachodzącego słońca, zbierających rannych Niemieckich sanitariuszy, nikt ich nie niepokoił. Oni już zrobili swoje!

-Naprzód marsz!!!-Rozkazał

Kolumna rusza z wolna w kierunku Kalisza, po kilku minutach usłyszeli głośna eksplozje, ale nikt się nie oglądał.

Porucznik Jakubowski, poprawił się w siodle, spojrzał w piękne wrześniowe niebo i pomaszerował ku nieznanemu...

 

 

 

Albert Wasyluk