Kategorie

Testament









Pewnego pięknego wieczoru szykowałem się do spania przed jutrzejszą wyprawą . Niestety natłok myśli piętrzy się w głowie i za nic w świecie nie chce mi się spać! To chyba przez to myślenie o wyjeździe na poszukiwania co bardzo uwielbiam . Co tu zrobić, żeby szybko zasnąć… Oj wiem mała tableteczka na sen i będzie ok. No to lecę do kuchni -1 sztuka wpadła do gardła-popita szklanką wody! Lecę do łóżka , teraz to na pewno wstanę świeży i wypoczęty J . Leżę a środek zaczyna powoli działać i w oddali gdzieś w półmroku widzę moje 2 ukochane kobiety. Matkę i córkę. Powoli i one znikają pod kołdrą mych powiek. Świat znika. Zasypiam.

Budzę się jakbym spał minutkę, szykuję sprzęt i jadę. Trasa zleciała szybko, że aż nie wiem kiedy. Jestem na miejscu przede mną piękny las a na obrzeżach lasu niesamowicie wyglądające pole, równiutkie takie idealne do chodzenia po nim godzinami.

Och gdyby dziewczyny to widziały! Pasją poszukiwań zaraziłem je już dawno, najpierw mamę, która bardzo lubi takie klimaty a teraz i córka zaczyna się dopominać o swój własny pierwszy sprzęt .

Dobra czas zaczynać wchodzę na pole z moim sprzętem pełen nadziei , że będzie super miejscówka . Narazie to wisi nade mną jakieś fatum- jakkolwiek długo bym nie chodził znajduje zawsze tylko jedną piękną rzecz. Chciałbym aby dziś było inaczej. Pole jest super, piaszczyste bez śladów ingerencji nawozów itp. Będzie szansa na wyciągnięcie czegoś pięknego w dobrym stanie. Odpalam sprzęt i lecę…

Pierwszy sygnał..ding-dong…taki jak lubię. Kopie na wymiar łopatki i nagle…złoty strzałJ uśmiech na twarzy wielki…wycieram dokładnie fanta i nadzieja pryska- to złota nakrętka od wódki- heh -czyżby znowu pole z którego po wyjściu mógłbym zostać podwykonawcą na dostawy nakrętek do polmosu J . Zakopuje dołek dokładnie jakby go tam w ogóle nie było i idę dalej.

2,3,4,i 5 dołek i nic ciekawego mi nie wpada, ale wiem że to nic trzeba iść dalej bo jest szansa na tąą jedną piękna rzecz ! Więc idę. Przy połowie pola piękny sygnał (oby to było to ) kopię szukam, w końcu znajduję- srebrny grosz rocznik 1842- jestem już zadowolony, czyżby to ten strzał dzienny..? Idę dalej, bo szkoda czasu na za długie oglądanie fantów-pole czeka na mnie. Następne parę dołków też było super-łuska od karabinu, ołowiany żołnierzyk, jakieś 2 guziki i cudowna zapalniczka zrobiona z dużej łuski (ciekawe od czego ta łuska swoją drogą ? )

Czyżby to pole odwróciło mojego pecha jednej pięknej znalezionej rzeczy dziennie? Został jeszcze kawałek do przejścia a już tyle ciekawych rzeczy .Idę dalej. Dochodzę do końca pola…Zadowolony bardzo z dnia-nakopałem jeszcze dużo dobrych rzeczyJ @ srebrne monetki których nie znam, ale jak najszybciej w domu zidentyfikuję, jeśli by się nie udało poproszę znajomych z portali i wtedy na pewno ktoś będzie wiedział. Wpadło jeszcze 5 innych monet wśród których jak zawsze niezawodna boratynka. Do tego znalazłem jeszcze klamrę carską grenadierską (super sprawa) , srebrną łyżkę, psi numerek z 1975 roku, mosiężne okucie od drzwi i mosiężną klamkę! No nie obyło się również bez najcenniejszych trofeów które zawsze cieszą czyli 2 sztuk podków końskich w dobrym stanie- do wyboru jedna letnia i druga zimowa…Od razu przypomniało mi to, że czas zmienić koła w aucie na letnie J Hihi… jak się otrząsnąłem z tej myśli i po krótkim odpoczynku stwierdziłem , że to czas na wejście do lasu…

Gdy tylko o tym pomyślałem ,nie wiadomo skąd wyłonił się jakiś człowiek ,pewnie miejscowy jakiś –pomyślałem- zaszedł mnie gdzieś z boku pewnie gdy byłem zamyślony i nie słyszałem jak szedł.

Podszedł do mnie i jakby wiedział co chcę zrobić powiedział:

- Niech pan tam nie idzie w ten las!

-Dlaczego mam nie iść? – spytałem zdziwiony

            Po tym pytaniu opowiedział mi historię tego miejsca. Podobno za czasów końca 2 wojny światowej w tym lasku zakopano skarby zrabowane przez żołnierzy, a teren został zaminowany ! Pewnie prędzej się zginie niż stamtąd wyjdzie! Historia o skarbach od razu wpłynęła na mnie bardzo euforycznie i już chyba nic nie mogło mnie zatrzymać! Postanowiłem wejść do tego lasu mimo wszystko, tylko miałem prośbę do tego człowieka !

            Zapytałem go czy mógłby przekazać list mojej kobiecie jeśli bym już stąd nie wrócił z tej wyprawy!? W liście był mój krótki testament!!! Nieznajomy przystał na moją prośbę. Ogólnie testament jako taki był tylko krótkim listem i składał się z paru zdań. Miał na celu przekazanie tylko mojej skromnej kolekcji poszukiwacza mojej kobiecie i jej córce ( bądź co bądź zawsze mnie wspierały i kibicowały mi w mojej pasji) no i gdyby mój sprzęt jakimś cudem nie zostałby zniszczony to również przekazanie go!

            -No to w drogę - myślę…

Pożegnałem się z nieznajomym ,który tak szybko jak się pojawił , tak szybko nie wiadomo gdzie zniknął!!!

            Wziąłem głęboki oddech i postanowiłem 5 min jeszcze poczekać. Zapalić papierosa…a nuż to już ostatni, więc lepiej skorzystać ;) 

            (teraz nastąpiła przerwa 5 minutowa w pisaniu na papierosa przed tak wybuchową końcówką J )

            No to po papierosie…jeszcze jeden wdech i trzeba iść. Nikt za mnie tego nie zrobi! Odpalam sprzęt i wchodzę do lasu. Delikatnie ,powoli z lekkim strachem ale idę…szansa na sukces jest wielka! Rozglądam się wkoło teren wydaje się bardzo tajemniczy, cokolwiek ma to oznaczać ! Przeszedłem już chyba z 50 metrów albo i nawet ze 100 ( z tego stresu to nic nie wiadomo) , a tu cały czas spokój i cisza, sprzęt jakby zamarł!

            Aż tu nagle jak zacznie bić pięknym sygnałem…myślałem ,że mi głośnik zaraz wysiądzie! Takiego sygnału to chyba nigdy jeszcze nie miałem. Podniecenie sięga zenitu-sprawdzam teren sygnalizuje mi ,że coś dużego znajduje się pod ziemią, jakby skrzynia myślę sobie… rzucam sprzęt i biorę się do kopania. Jest głęboko chyba ,bardzo głęboko…rzucam się w wir kopania i nie myślę już o niczym  innym. Wykopałem już dziurę z pół metra na metr i nic…nagle następnym uderzeniem łopaty natrafiłem na coś twardego…drugie uderzenie dla sprawdzenia  i co to…?

            -Co się dzieje…!!!

            -Nieee tylko nie tooo!

            - o Boże….Nieee….. (wybuch)

            Ale co to.. oczy zaczynają mi się otwierać i właśnie w tym momencie uświadomiłem sobie, że tabletki przestają działać i właśnie się obudziłem…Cały spocony, ale z ulgą na sercu, że to był tylko zły sen.

            Więc tak dla wszystkich… W normalnych okolicznościach nigdy nie decydujmy się na ryzykowne działania i wyprawy, bo najważniejsze w naszej pasji jest to , żeby  ŻYĆ  ,odkrywać i szukać  dalej w imię historii nieznanej i naszej pasji !!! \

I z tego bądźmy znani i zapamiętani !!!!

 


Krzysztof Woźny