Kategorie

Prowokacja gliwicka. Napaść na radiostacje gliwicką


31 sierpień 1939 roku godzina 19.59. Akcja "Tannenberg" dla grupy   mężczyzn pod radiostacją gliwicką niedługo przestanie być tylko planem. Godzina   20.00 Alfred Helmut Naujocks będący dowódcą sześcioosobowego oddziału daje rozkaz   ataku. Mężczyźni wpadają do pomieszczeń budynku radiostacji nadawczej. Mają    działać według ściśle określonego planu ...

Plan działania był prosty. Zająć budynek radiostacji, nadać komunikat, pozostawić    odpowiednie ślady i wycofać się. Nic prostrzego, a jednak. W momencie zajęcia   budynku radiostacji nadawczej Niemcy wiedzieli już, że akurat w tym dniu radiostacja   retransmituje program z Wrocławia. Problem polegał na tym, że informacja ta   została oddziałowi przekazana zbyt późno. Nie było czasu na zmianę planów trzeba   było działać. Jedynym rozwiązaniem było wykorzystanie "mikrofonu burzowego".   Jest to urządzenie poprzez które podczas burz przerywano audycje i doradzano   słuchaczom uziemianie anten. Działo się tak dlatego ponieważ przedwojenne anteny   domowe bardzo łatwo zamieniały się podczas burz w piorunochrony.

Użycie mikrofonu było więc jedynym sposobem przerwania nadawanej audycji. Pech   jednak w dalszym ciągu nie opuszczał napastników. Z uwagi na bardzo żadkie zastosowania   mikrofonu burzowego nie było go pod ręką. Zaczęto gorączkowe poszukiwania. Przez   cenne 12 minut niemcy bezskutecznie próbowali odnaleźć schowane urządzenie.   Dopiero podczas 13 minuty poszukiwań odrobina szczęscia uśmiechęła się do nich.   Odnaleziono mikrofon w szafie z narzędziami i podłączono. Według relacji dowódcy   napastników kolejne cztery minuty upłynęły na odczytywaniu komunikatu. Komunikat   został odczytany przez człowieka władającego językiem polskim. Niestety do końca   nie jest znana treść odczytanego komunikatu, gdyż prawdopodobnie mikrofon burzowy   został źle podpięty.

Słuchacze radia usłyszeli następujące słowa "Uwaga! Tu Gliwice. Rozgłośnia   znajduje się w rękach polskich...". Koniec komunikatu. Dalej tylko szum.

Niemcy pewni wykonania zadania wycofali się z budynku radiostacji. Prowokatorzy   niemieccy aby uprawdopodobnić wersję napaści na stacje przez powstańców polskich   (w akcji ataku na radiostacje gliwicką prowokatorzy nie nosili mundurów polskich,   byli natomiast przebrani za cywilnych powstańców śląskich) na miejscu zdarzenia   pozostawili zastrzelonego Franciszka Honioka, mieszkańca Łubia, uczestnika trzeciego   powstania śląskiego. Został on dzień wcześniej zatrzymany, a w dniu zdarzenia   będąc pod wpływem środków odurzających został przewieziony na teren radiostacji   i tutaj zamordowany strzałem w głowę.

Po opuszczeniu radiostacji Naujocks udał się do Haus Oberschlesien   w celu skontaktowania się i zdania relacji szefowi SD Reinhardowi   Heydrichowi. Rozmowa telefoniczna zaskoczyła Naujocksa. Heydrich chcąc odsłuchać    komunikat nastawił radio na Gliwice, jednak zamiast przygotowanego prowokacyjnego   przemówienia usłyszał radio Wrocław.

Aby zapewnić odpowiedni skutek propagandowy należało przedsięwziąć bardzo radykalne   kroki. Wiadomo było, że nadawany komunikat nie został odebrany przez słuchaczy   radia lub tylko przez ich niewielką grupę mieszkającą najbliżej radiostacji.   Niemcy uruchomili swoją machinę propagandową. Oficjalna agencja prasowa "Deutsches   Nachrichtenbüro jeszcze w tym samym dniu o 22.30 rozpowszechniła następujący   komunikat:

"Wrocław, 31 sierpnia. W czwartek, około godz. 20.00, w wyniku polskiego   napadu zajęto radiową stację nadawczą w Gliwicach. Polacy siłą wtargnęli do   pomieszczeń stacji. Udało się im wygłosić wezwanie w języku polskim, a częściowo   po niemiecku. Jednak już po kilku minutach zostali obezwładnieni przez policję,    którą zaalarmowali słuchacze radia z Gliwic. Policja została zmuszona do użycia   broni, przy czym po stronie napastników byli zabici.   Napad na radiostację w Gliwicach był widocznie sygnałem do powszechnego ataku   polskich ochotników na terytorium niemieckie. Mniej więcej w tym samym czasie,   jak można było dotąd stwierdzić, polscy powstańcy przekroczyli granicę niemiecką    także w dwu innych miejscach. Również w tych przypadkach chodziło o silnie uzbrojone   oddziały, które prawdopodobnie były wspierane przez regularne polskie jednostki   wojskowe. Napastnikom przeciwstawiły się oddziały policji bezpieczeństwa, pełniące   służbę graniczną.

Berlin, 31 sierpnia. W sprawie niesłychanego, podstępnego napadu polskich powstańców   na radiostację w Gliwicach informujemy się w prezydium policji w Gliwicach o   pierwszych wynikach natychmiast podjętego śledztwa. Według tych danych zaraz   po godz. 20.00 grupa polskich powstańców wtargnęła do budynku radiostacji w   Gliwicach. W tym czasie w budynku znajdowała się tylko normalna, nieliczna warta   nocna, gdyż stacja Gliwice w czwartek nie nadawała własnego programu, lecz emitowała   program radiostacji Rzeszy z Wrocławia. Polscy powstańcy doskonale orientowali   się w rozkładzie pomieszczeń stacji. Napadli na wartę i natychmiast wtargnęli   do studia nadawczego. Obecna tam nieliczna obsługa stacji nadawczej została   zaatakowana przy użyciu prętów stalowych i bykowców. Następnie przerwano emisję    programu z radiostacji wrocławskiej i przez radiostację Gliwice, za pomocą przyniesionego   ze sobą ręcznego mikrofonu, wygłoszono wezwanie po polsku, a częściowo także   w języku niemieckim.   Polscy powstańcy określili siebie przez mikrofon jako "Polska Radiostacja   Gliwice" i przemawiali w imieniu "polskiego oddziału powstańców górnośląskich".   Oświadczyli, że miasto i radiostacja Gliwice znajdują się w rękach polskich.   Państwo niemieckie obrzucali ordynarnymi wyzwiskami, mówiono o polskim Wrocławiu   i o polskim Gdańsku. Wezwanie było podpisane przez komendanta polskiego oddziału   ochotniczego.   Zupełnie zaskoczeni radiosłuchacze z Gliwic zaalarmowali natychmiast policję,    która wkrótce zjawiła się na miejscu, otoczyła budynek, wtargnęła do studia   nadawczego i wyłączyła stację nadawczą. Powstańcy otworzyli ogień do policji.   Po krótkiej obronie udało się policji ująć powstańców, przy czym jeden polski   powstaniec został zabity. Przy aresztowanych powstańcach polskich znaleziono   wezwanie odczytane poprzednio po polsku, a częściowo także po niemiecku. Przed   budynkiem ujęto polskiego powstańca, który pełnił tam wartę. Przesłuchania trwają    nadal".

 

Podczas prowokacji gliwickiej zamordowany został Franciszek Honiok, nikt więcej   nie zginął, nie został ranny, nikogo nie aresztowano. Prowokatorzy byli ubrani   w ubrania cywilne i działali jako polscy cywile.

W tym samym czasie Niemcy zorganizowali inne prowokacje graniczne, np. napad   na leśniczówkę w Byczynie lub na niemiecki urząd celny w Stodołach koło. Raciborza.   Gdzie niektórzy napastnicy nosili polskie mundury.

Prowokacja gliwicka nie przyniosła napastnikom zamierzonego skutku. Doprowadzenie   propagandowe działań grupy Naujocksa w Gliwicach musiało mieć miejsce poza terenem   radiostacji, gdyż wyznaczone zadanie przerosło ich realizatorów.

kruku
Na podstawie: - Jednodniówka "Prowokacja Gliwicka".