Kategorie

Zapraszamy do dyskusji

Poszukiwania żołnierskiego skarbu









Letni poranek obudził mnie pod namiotem. Rozpoczynał się kolejny dzień poszukiwań i wyjaśniania lokalnych przekazów o ukrytym skarbie.

Przez ostatni tydzień przeszukałem „pewny” teren, jak o polu za lasem opowiadali miejscowi. Nie licząc kilku monet, łusek od niezliczonej ilości gwoździ nie przybliżyłem się ani o krok do zakopanego skarbu. Dlatego też, od dzisiaj postanowiłem podejść do poszukiwań inaczej, bardziej „fachowo”.



W pierwszej kolejności postanowiłem spisać miejscową legendę o ukrytym skarbie. Następnie analizując zapis wyłuskać elementy stałe, niezmienne na przestrzeni dziesiątek lat. Oczywiście dobrze byłoby porównać ze zdarzeniami historycznymi z tamtego okresu, jednak brak było materiałów źródłowych pod ręką.

Spisałem legendę, która brzmiała mniej więcej tak:

„Po przegranej bitwie niedobitki wojsk rosyjskich uciekały kierując się na miejscowość Z. Do naszej wsi również z miejscowości Ł. drogą na Ż. podążała trzyosobowa grupka wojaków. Niestety dogonił ich wrogi pościg, z którym wdali się w walkę. Jeden z żołnierzy, z cieżkimi rana, odłączył się od grupy i w pobliżu drogi na Ł. zakopał skrzynkę z kasą. Wybrane miejsce zaznaczył wbijając w rosnącą nieopodal choinę bagnet, a następnie udał się lasem do naszej wsi. Jego dwaj kopani zginęli w potyczce, a jego dobrzy ludzie ukryli i pielęgnowali. Niestety z powodu licznych ran coraz bardziej podupadał na zdrowiu. Pewnego razu wezwał do siebie gospodarza, u którego znalazł schronienie i zdradził mu tajemnicę ukrytej skrzynki. Zobowiązał go przy tym aby sam jej nie wykopywał, a jedynie wskazane miejsce przekazał wojskom rosyjskim. Niedługo potem żołnierz zmarł. Gospodarz wskazane miejsce doglądał, a trafiał na niej dzięki tkwiącemu w choinie bagnetowi.

Lata mijały a po zakopany skarb nikt się nie zgłaszał. Stary już gospodarz postanowił przekazać informację swojemu synowi. Jednak gdy ten chciał znaleźć opisane miejsce okazało się, że choina z wbitym bagnetem została ścięta. Próżno szukał przez całe lata skarbu. Nie znalazł go i do tej pory leży zakopany w miejscu gdzie niegdyś rosła choinka z bagnetem.”

 

Z całej legendy wyłuskałem kilka elementów, które przyjąłem za pewnik. Uciekający żołnierze ukryli coś przy drodze z Ł do M. Pomimo prowadzonych przez mieszkańców poszukiwań nie udało się niczego odnaleźć.

Niestety w chwili obecnej elementy te nie przybliżyły mnie nawet na krok do odkrycia tajemnicy. Spędziłem pół dnia nad mapą starając się zrozumieć w jaki sposób mogli kierować się żołnierze na M. Według relacji miejscowej starszyzny przed wojną szukano za ostatnią stodołą, która potem wraz z połową wsi spłonęła w wielkim pożarze. Naniosłem więc na mapę nieistniejące zabudowania według relacji miejscowych i dostrzegłem pewien zadziwiający szczegół. Otóż według uzyskanych informacji budynki stały dokładnie przy aktualnej drodze z M na Ł. A przecież żołnierz nie zakopywałby skarbu tak blisko zabudowań narażając się na to, że ktoś z okna dojrzy jego działania. A więc cała sprawa musiała się wydarzyć dalej poza wsią. Ale dalej były już tylko pola !!. W takim razie gdzie została ukryta skrzynka? W jednej chwili pojawiło się zbyt wiele niewiadomych. Zostawiając swój skromny biwak wsiadłem w najbliższy PKS i udałem się do domu po stare mapy tego rejonu.

I tak jak przewidywałem, po porównaniu starych map z nowymi pojawiła się nowa nadzieja na odnalezienie skarbu. Otóż według posiadanej mapy aktualna droga na Ł. niejest drogą używaną w interesującym mnie okresie!! Stara droga szła z M łukiem na Ż. i na łuku odbijała na Ł. Żołnierze złapani w tamtym rejonie musieli się bronić z dala od wszelkich zabudowań, a co za tym idzie mieli też łatwiejszą możliwość ukrycia skrzynki.

Pełen nadziei wróciłem rano z powrotem do M. Obozowisko zastałem w stanie nienaruszonym co ucieszyło moją duszę. Przez kilkanaście lat jeżdzenia w to miejsce tylko raz zdarzyła się kradzież w namiocie. W miejscowym sklepie zaopatrzyłem się w prowiant i wyruszyłem na podbój nowego terenu. W duchu liczyłem, że po dojściu w interesujący rejon da się zauważyć polanę bądź młodsze drzewa, które mogłyby znajdować się w miejscu ścięcia choiny. Niestety las był wszędzie podobny. Postanowiłem zatem zacząć szukać etapami wzdłuż drogi, stopniowo wchodząc w las. Pierwszy dzień nie przyniósł rezultatu. Zmęczony, z obolałymi nogami wróciłem do obozu i od razu zapadłem w sen. Drugi dzień poszukiwań również nie wniósł nic nowego. W trzeci dzień już z samego rana uśmiechnęło się do mnie szczęście. Po zaledwie godzinie poszukiwań usłyszałem przyjemny dla ucha sygnał. Delikatnie i z pełnym namaszczeniem wbiłem w ziemie saperkę i wydobyłem monetę. Oczyściłem ją i już wiedziałem, że jestem na tropie fascynującej przygody. Moneta okazała się srebrnymi 10 kopiejkami. Z nowym zapałem wróciłem do poszukiwań. Kolejna moneta pojawiła się nie dalej niż 10 m dalej. Do końca dnia udało mi się wydobyć 10 srebrnych monet. Jednak ani śladu skrzynki. Nie chcąc zgubić nazajutrz tropu rozbiłem prowizoryczny biwak w miejscu odnalezienia monet. Praktycznie nieprzespana noc z powodu wizji odnalezienia wielkiego skarbu wygnała mnie na poszukiwania z pierwszymi promieniami słońca.

Przez następne dwa dni chodziłem po lesie głodny mając w plecaku jedynie resztki wody. Wciągu tych dwóch dni udało mi się odnaleźć jeszcze 4 kolejne monety. Od śmierci głodowej uratował mnie telefon od żony, która delikatnie mówiąc kazała wracać i zabrać się do jakiejś roboty. Tak więc bogatszy o kilkanaście monet wracałem do domu wiedząc, że odnalezione przeze mnie miejsce ma coś wspólnego z usłyszaną we wsi legendą.

Po kilku dniach pobytu w domu naszły mnie następujące refleksje. Odnalezione miejsce z monetami znajdowało się w środku lasu, kilkadziesiąt metrów od drogi. Na miejscu prócz monet nie odnalazłem nic innego mogącego świadczyć o potyczce czy jakiejkolwiek walce. Być może w tamtym miejscu uciekający żołnierz przewrócił się niosąc skrzynkę. Rozsypane monety zbierał pośpiesznie i niezbyt starannie gubiąc kilkanaście sztuk.

Już planuje kolejny urlop, który tak jak poprzedni z pewnością spędzę w lesie na poszukiwaniu ukrytego skarbu. Jeżeli nie uda mi się go odnaleźć to chociaż po jakimś czasie we wsi pojawi się nowa legenda o szalonym poszukiwaczu ukrytego skarbu, który nigdy nie wrócił z lasu tylko błąka się po nim i straszy grzybiarzy podkradając im baterie do wykrywacza.



Majster Bieda