Kategorie

Zapraszamy do dyskusji

Kryzys polsko-czechosłowacki 1945 roku – dogrywka przedwojennego konfliktu









Czy tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej Polska mogła wplątać się w nowy konflikt zbrojny? Polskie władze, wzorem przedwojennej ekipy rządzącej, były gotowe na wiele. Stawką było Zaolzie, Racibórz, Głubczyce i Kłodzko.


Upadek Trzeciej Rzeszy na przełomie 1944 i 1945 roku znacząco wpłynął na sytuację polityczną w Europie Środkowo-Wschodniej. Armia Czerwona wyzwalała kolejne terytoria spod okupacji niemieckiej i wpływów Berlina, jednocześnie instalowała tam nowe porządki lub stawała się ważnym składnikiem stosunków politycznych. Równolegle region miał przejść kolejne zmiany graniczne, rozpoczęte de facto wraz z wkroczeniem oddziałów radzieckich na dawne Kresy Wschodnie, uznane za część ZSRR. Kolejne zmiany miały dotyczyć cofnięcia korekt przeprowadzonych pod dyktando Hitlera (np. na korzyść Węgier) oraz nabytków kosztem wschodnich terenów Niemiec (w wypadku Polski i ZSRR).

W takiej sytuacji oczywistym stało się odnowienie sporu polsko-czechosłowackiego o Zaolzie, zamieszkiwane przez ludność polską, ale wchodzące w skład tzw. Korony Świętego Wacława, a więc politycznie powiązane z Pragą. Konflikt rozpoczął się na początku 1919 roku starciami granicznymi, a już rok później przesądzono go na rzecz Czechosłowacji – teren sporny trafił pod jej władzę bez przeprowadzenia wcześniej zapowiedzianego referendum. Odwrócenie sytuacji nastąpiło jesienią 1938 roku, kiedy w czasie kryzysu monachijskiego Polska wymusiła na Czechosłowacji zwrot spornego terytorium. Aneksja lewego brzegu Olzy została ogłoszona dużym sukcesem polskiej polityki międzynarodowej i naprawą „historycznej krzywdy”, jednocześnie zaś z perspektywy Czechów była postrzegana jako udział w rozbiorze ich państwa wespół z Niemcami i Węgrami.

Nacjonalistyczna fala

Z oczywistych względów sprawa przynależności Zaolzia była w czasie drugiej wojny światowej zamrożona, gdyż obydwa zainteresowane państwa były okupowane przez Niemców i głównym celem było zrzucenie tej niewoli. Wiadomo było jednak, że po wyzwoleniu sprawa ta będzie musiała ponownie wyjść na światło dzienne. Warto zwrócić uwagę, że końcówce wojny polityka zarówno Polski, jak i Czechosłowacji, była nasycona treściami nacjonalistycznymi. Nad Wisłą wiązało się to ze swoistym kompensowaniem przez władze komunistyczne faktycznej podległości Związkowi Radzieckiemu (która skutkowała utratą Kresów Wschodnich). Odwoływanie się do haseł narodowych oraz historii miało legitymizować rządy komunistów. Równolegle przebiegał drugi proces, powiązany ściśle z nacjonalizmem, mianowicie tworzenie z Polski państwa jednolitego pod względem narodowym. Wojna doprowadziła do zlikwidowania mniejszości żydowskiej, zaś zmianom granicy zachodniej towarzyszył exodus Niemców z Prus Wschodnich, Pomorza oraz Śląska i zajmowanie tych terenów przez Polaków (określane mianem „powrotu na Ziemie Odzyskane”).

Analogiczne zjawisko zachodziło w Czechosłowacji. W ramach rekompensaty za klęski z lat 30. i upadek państwowości prezydent Edvard Beneš i partie koalicji rządzącej odwoływały się do treści nacjonalistycznych. Chodziło tu zwłaszcza o sprawę wypędzenia Niemców sudeckich (odsun), będącego centralną kwestią polityki czechosłowackiej w tym okresie. Dodatkowo, podobnie jak w Polsce, do haseł narodowych zaczęli odwoływać się politycy Komunistycznej Partii Czechosłowacji, którzy chcieli tym samym rozszerzyć poparcie dla swojej polityki. W klimacie rozbudzenia dwóch nacjonalizmów spór polsko-czechosłowacki o Zaolzie (i nie tylko) musiał wybuchnąć.


Rachunki krzywd

Między 3 a 5 maja 1945 roku doszło do oczyszczenia Zaolzia z Niemców przez Armię Czerwoną. Tereny te od 1939 roku były wcielone bezpośrednio do Rzeszy i stanowiły część regencji katowickiej i Okręgu Górnośląskiego. Po wyzwoleniu spod okupacji niemieckiej Polacy zaolziańscy, stanowiący najliczniejszą grupę etniczną w tym regionie (a według niektórych szacunków będący większością na tym terenie), podjęli starania na rzecz odtworzenia swojej organizacji. Wychodzili oni z założenia, że wypędzenie Niemców oznacza powrót do sytuacji tuż sprzed wojny. W rzeczywistości tereny te szybko objęto administracją czechosłowacką, tworzoną przy poparciu lokalnych komendantur radzieckich. Polskie próby przejęcia władzy na lewym brzegu Olzy zostały szybko zlikwidowane.

Działanie to korelowało z oficjalnym stanowiskiem dyplomacji czechosłowackiej. Fundamentalne było tu stwierdzenie konieczności powrotu do granic sprzed Monachium jako podstawy do dalszych rozmów o nowych granicach w regionie. Warto zwrócić uwagę na silną pozycję Czechosłowacji na ówczesnej scenie dyplomatycznej. Emigracyjny ośrodek władzy, na czele z prezydentem Benešem, od czasu wojny cieszył się uznaniem mocarstw zachodnich, jako kontynuujący państwowość sprzed jesieni 1938 roku. Jednocześnie czechosłowacki przywódca starał się tworzyć bliskie relacje z ZSRR, realizując koncepcję swojego kraju jako „pomostu” między Wschodem a Zachodem. Stąd też Beneš, który nie był komunistą, zabiegał o przychylność Stalina. 12 grudnia 1943 roku podpisano w Moskwie układ o przyjaźni, wzajemnej pomocy i współpracy między Czechosłowacją a ZSRR, który oznaczał faktyczny sojusz dwóch państw. Pozycja Polski była o wiele słabsza – nad Wisłą istniał faktyczny ośrodek władzy (Rząd Tymczasowy), popierany przez Stalina, nie był on jednak uznawany na arenie międzynarodowej – dla aliantów zachodnich wciąż reprezentantem Polski był Rząd na Uchodźstwie z Tomaszem Arciszewskim na czele.

Centralną politykę państwa realizowali czechosłowaccy urzędnicy na Zaolziu. Program „czechizacji” tych terenów miał być realizowany przy pomocy dwóch narzędzi. Po pierwsze blokowano inicjatywy polskie na rzecz odtworzenia własnego życia społecznego – nie tylko polskiej administracji, ale również szkolnictwa czy organizacji społecznych (np. PCK). Po drugie, starano się osłabić liczebność żywiołu polskiego poprzez uderzenie w dwie grupy: Polaków przybyłych na te tereny po aneksji w 1938 roku oraz volksdeutschów. Atak na obydwa środowiska mógł być akceptowany na arenie międzynarodowej – w końcu oficjalne czynniki, również w Polsce, były krytyczne wobec „okupacji Becka” (uznanej za przejaw szkodliwej polityki sanacji), klimat odwetu na Niemcach sprzyjał też atakom na ich popleczników. Warto dodać, że volkslisty na Śląsku Cieszyńskim podpisywali głównie Polacy, zmuszani do tego przez Niemców chcących zgermanizować terytoria włączone do Rzeszy. Już 12 maja przygotowano listy Polaków do potencjalnego wysiedlenia. Polityka władz czechosłowackich dążyła w kolejnych tygodniach do ostrego kursu względem polskiej mniejszości, w tym do działań uprzykrzających jej funkcjonowanie. W tym kontekście z perspektywy Warszawy sprawa Zaolzia mogła stać się narzędziem w „unaradawianiu” polityki instalujących się w kraju władz komunistycznych.

Czeskie ambicje

Wkrótce okazało się, że spór Polski i Czechosłowacji nie sprowadza się tylko do sprawy Zaolzia, choć z naturalnych względów była to sprawa najbardziej paląca. Na podobnych podstawach (rozwiązanie sporu przedwojennego) opierała się sprawa terenów na pograniczu polsko-słowackim, tzn. Górnego (Polskiego) Spiszu i Górnej Orawy. Tereny te częściowo znalazły się w Polsce w 1924 roku, w całości zaś zajęto je wraz z Zaolziem jesienią 1938 roku. Po wybuchu II wojny światowej zostały one anektowane przez Słowację. Ostatecznie 20 maja 1945 roku w Trstenej doszło do podpisania porozumienia ze Słowakami, w którym zrzekali się oni spornych terytoriów na rzecz Polski. Jak się jednak okazało, realizacja postanowień nie była taka prosta, bowiem słowaccy mieszkańcy tych terenów stawiali opór. Gdy na początku lipca rozpoczęto tworzenie tam stałej administracji polskiej, uaktywniły się bojówki, które podjęły walkę z polską milicją, rozbijając nawet pierwszą polską placówkę w miejscowości Podwilk. Sytuację ustabilizowało dopiero wysłanie na Spisz oddziałów polskiego wojska.

Oddanie ziem słowackich miało charakter taktyczny – tereny te poświęcono, by skupić się we wzajemnych rozmowach na sprawie Zaolzia. Jednak Pragę interesował nie tylko Śląsk Cieszyński. Władze czechosłowackie uznały, że mogą liczyć również na nowe nabytki terytorialne. Maj i czerwiec 1945 roku to w końcu okres przed konferencją w Poczdamie, na której ustalono powojenne granice Niemiec. Polacy mieli otrzymać tereny do Odry, w związku z czym zarówno Beneš, jak i komuniści, widzieli możliwość uzyskania zdobyczy na Śląsku. W stosunku do ZSRR przypominano, że Czechosłowacja zrzekła się (faktycznie pod przymusem) Rusi Zakarpackiej, wobec czego powinna otrzymać rekompensatę na Niemcach. Czesi wiedzieli dodatkowo, że mogą liczyć tu na przychylność Zachodu, który sceptycznie patrzył na przyznanie Polakom zarządu na terenach niemieckich jeszcze przed konferencją pokojową. Warto zresztą pamiętać, że w tym samym czasie wciąż niewyjaśniona była sprawa przynależności państwowej Szczecina, który kilkukrotnie był opuszczany przez władze polskie właśnie z powodu nacisków krajów anglosaskich.

Jeszcze w maju Śląska Rada Narodowa, będąca organem działaczy skupionych wokół idei „Czeskiego Śląska” (jako krainy istniejącej obok Czech właściwych, Moraw i Słowacji), wydała „Lašski manifest”, w którym wysunęła roszczenia terytorialne względem terenów poniemieckich. Domagano się przyłączenia do Czechosłowacji miast takich jak Racibórz, Koźle, Głogówek, Głubczyce, Prudnik, Głuchołazy, Nysa, Otmuchów, Paczków i Kłodzko, a więc terenów przede wszystkim na lewym brzegu Odry i na południe od Nysy Kłodzkiej. Roszczenia te powtarzano w kolejnych tygodniach. Argumentowano je w różny sposób. Ważny był argumenty etnograficzny – istnienie w rejonie Głubczyc i Raciborza mniejszości czeskiej, tzw. Morawców. Podobna sytuacja miała miejsce w zachodniej części Kotliny Kłodzkiej (rejon Kudowy Zdroju), czyli tzw. Czeskim kątku. Istotne były też argumenty historyczne – powoływano się na związku tych terenów z Koroną Czeską, zwłaszcza w wypadku Kotliny Kłodzkiej, która jako hrabstwo kłodzkie należała od średniowiecza do Czech, a której związki z Polską były wątłe i sięgały co najwyżej ekspansji Bolesława Chrobrego. W końcu, ważną rolę odegrały argumenty strategiczne i gospodarcze. Przesunięcie granic Czechosłowacji na północ miało zwiększyć bezpieczeństwo tego państwa. Znowu istotne było to w wypadku kłodzkiego, gdzie w znaczący sposób skróceniu uległaby granica oraz linie komunikacyjne.


Czołgi nad Olzą

Kryzys rozpalił się w pierwszej połowie czerwca 1945 roku. Jak wspomniano już wcześniej, podejmowano próby „czechizacji” Zaolzia, jednocześnie zaś czeski grupy operacyjne penetrowały rejon Głubczyc i Raciborza. 8 czerwca w Bieńkowicach w rejonie drugiego z tych miast doszło najpierw do rozbrojenia polskich milicjantów, następnie zaś broni pozbawiono Czechów. Dopiero tego dnia radzieckie komendantury przekazały władzę nad lewobrzeżną częścią powiatu raciborskiego Polakom. 9 czerwca czechosłowacki poseł w Warszawie Josef Hejret złożył w polskim MSZ notę, w której jego rząd deklarował chęć przyjęcia administrowania rejonu Kłodzka.

Już następnego dnia doszło do najgroźniejszego incydentu. Wykorzystano tu słabą orientację oficera radzieckiego w przebiegu granicy. W Chałupkach na południu powiatu raciborskiego oddział czechosłowacki, złożony z piechoty i czołgów, zajął stację kolejową, rozbroił i aresztował kolejarzy, zdarł polskie flagi i emblematy a Polakom mieszkającym na tych terenach dał dwie godziny na spakowanie się i odstawił ich za Odrę. W kolejnych dniach oddziały wojskowe zajęły kilka kolejnych wiosek polskich, wywieszając w nich flagi czechosłowackie. 13 czerwca wiceminister spraw zagranicznych Vladimír Clementis w wywiadzie radiowym przedstawił roszczenia czechosłowackie do terenów pogranicznych na Śląsku niemieckim.

Strona polska postanowiła stanowczo odpowiedzieć na tę sytuację. 12 czerwca wystosowano notę protestacyjną do czechosłowackiego poselstwa, uznając akcję pod Chałupkami za naruszenie granicy i żądając wycofania oddziałów wojskowych. Stwierdzano w niej: „Rząd Rzeczypospolitej Polskiej widzi się zmuszony stwierdzić, że nie odpowiada za konsekwencję, gdyby żądania powyższemu nie stało się zadość”. Rzeczywiście, postawa Polaków była zdecydowana – minister obrony narodowej marszałek Michał Żymierski wydał w tym samym czasie rozkaz przesunięcia oddziałów wojskowych w kierunku granicy z Czechosłowacją. 1. Korpus Pancerny miał obsadzić tereny od Cieszyna do Prudnika, a 10. Dywizja Piechoty od Prudnika do Nysy. W razie odmowy wycofania się miano okrążać oddziały czechosłowackie, rozbrajać żołnierzy i odstawiać ich do granicy. 14 czerwca w czasie rozmów w sztabie miejscowych wojsk radzieckich polski oficer miał twierdzić, że polskie czołgi i katiusze są już w drodze i zniweczą opór czechosłowacki. Następnego dnia wojska południowego sąsiada wycofały się za dawną granicę z Niemcami z 1937 roku. Jednocześnie zaś w rejon Kłodzka wjechał czechosłowacki pociąg pancerny, który przebywał tam do 20 czerwca.

Konflikt pod Raciborzem od razu wykorzystano do przeniesienia sporu na teren Zaolzia. Swoją rolę odegrał tutaj marszałek Żymierski, który zastępował premiera Osóbkę-Morawskiego, wicepremiera Gomułkę i ministra spraw zagranicznych Rzymowskiego, którzy pojechali do Moskwy negocjować utworzenie Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej. Ten były legionista, niczym 7 lat wcześniej jego były kolega Edward Rydz-Śmigły, postanowił wywrzeć nacisk na Czechosłowację i ugrać coś w sprawie Zaolzia. Wystosował do rządu praskiego ostrą notę dyplomatyczną, w której przypominał antypolskie działania na Śląsku Cieszyńskim oraz incydenty w raciborskim. Żądał wycofania administracji czechosłowackiej z terenów na lewym brzegu Olzy i powołanie tam Mieszanej Komisji Polsko-Czechosłowackiej, utworzonej na zasadzie parytetu ludnościowego. Miała ona unormować sytuację mniejszości polskiej i przedstawić program rozwiązania sporu terytorialnego. Żymierski dawał 48 godzin na podjęcie wskazanych kroków i zapowiadał w razie braku ich realizacji „zastosowanie wszelkich środków będących w jego dyspozycji, w celu zapewnienia obrony ludności polskiej”.

Kolejne dwa dni podgrzewały konflikt. W prasie polskiej rozpoczęła się kampania prasowa, w której jednocześnie krytykowano zajęcia Zaolzia w 1938 roku, jak i agresję czechosłowacką w 1919 roku. Przedstawiciele polskich partii w województwie śląsko-dąbrowskim wystosowali odezwę, w której zachęcali Polaków za Olzą do wytrwania i zapewniali, że w razie czego Polacy przyjdą im z pomocą. Czechosłowacja odrzuciła polskie ultimatum. W rejonie Cieszyna pojawiły się polskie oddziały wojskowe, które miały przekroczyć Olzę, okrążyć bądź dać wycofać się Czechosłowakom (strzelać tylko w odpowiedzi na ich ogień) i zająć tereny do granicy ustalonej w listopadzie 1918 roku. 17 czerwca Rola-Żymierski w Katowicach wygłosił ostre przemówienie, mówiąc m.in.:

    Nie przyznajemy Czechom prawa do Zaolzia. Próbujemy tę sprawę rozstrzygnąć na drodze rozmów. O ile nie będzie zrozumienia u sąsiada – wyjście znajdziemy. Pod tym względem Rząd Tymczasowy nie jest tylko rządem do rozmów. Pokrzywdzonych musimy obronić.

18 czerwca 1945 roku miała rozpocząć się operacja wkroczenia oddziałów polskich na Zaolzie. Jednak w tym samym dniu, w którym wygłaszał ostre przemówienie w Katowicach, Żymierski zatrzymał akcję wojskową. Delegacja Rządu Tymczasowego w Moskwie zwróciła się po instrukcje do Stalina, a ten kazał wstrzymać działania zbrojne i podjął się mediacji. Najgorętszy moment polsko-czechosłowackiego kryzysu zakończył się. Problem jednak nie został szybko rozwiązany.

Pod butem Stalina

W trzeciej dekadzie czerwca rozpoczęły się rozmowy polsko-czechosłowackie w Moskwie. Delegacja Rządu Tymczasowego w tych dniach odniosła duży sukces polityczny – dogadany został skład przyszłego Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej, a Bolesław Bierut uzyskał zapewnienie ze strony aliantów zachodnich o uznaniu nowego rządu w Warszawie. Jednocześnie przed radzieckim sądem rozpoczął się tzw. proces szesnastu przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, który stał się rysą na wizerunku rządu warszawskiego. Sprawa Zaolzia była więc ważna dla polskiej delegacji – sukces mógł wzmocnić społeczne poparcie dla komunistów. Polacy chcieli zaproponować podział terenów na lewym brzegu Olzy, w wyniku którego w granicach Rzeczpospolitej znalazłby się karwińskie zagłębie węglowe, huta w Trzyńcu oraz zakłady metalurgiczne w Boguminie i Frysztacie. Strona polska podkreślała, że proponowany obszar jest o wiele mniejszy od obszaru zajętego w 1938 roku, a nawet od kontrolowanego przez Polaków w 1918 roku. Warto jednak dodać, że najbardziej wartościowe gospodarczo obszary Zaolzia znalazłyby się po stronie polskiej, Czechosłowacja otrzymałaby zaś obszary mniej wartościowe, w dodatku zaś straciłaby ważną magistralę kolejową Bogumin-Czadca.

Rozmowy polsko-czechosłowackie odbyły się w Moskwie 22 i 25 czerwca. Okazało się, że strona czechosłowacka... nie chce w ogóle rozmawiać o korekcie granicy nad Olzą, sama zaś wysuwa żądania, m.in. umiędzynarodowienia Odry czy nabytków na Śląsku, który wciąż uznawano za „ziemię niczyją”, o której losach zadecyduje konferencja pokojowa. Czechów nie interesowała nawet propozycja nabytków w rejonie Raciborza i Kłodzka, w zamian za ustępstwa na Zaolziu. Propozycja ta pokazuje, jak bardzo władzom polskim zależało na jakimkolwiek sukcesie w tej sprawie. W stanowisku czechosłowackim pojawiły się dodatkowo ukryte groźby względem mniejszości polskiej, która w razie trwania kryzysu mogłaby ponieść konsekwencje działań Warszawy. Politycy stworzyli tylko katalog spraw spornych i rozjechali się do domów.

Przez kolejne miesiące stosunki polsko-czechosłowackie nie były już tak napięte, jednocześnie zaś relacje między dwoma państwami nie układały się najlepiej. Wstrzymywano rozmowy handlowe oraz o organizacji tranzytu i repatriacji. Praga próbowała nawet zgłosić maksymalny pakiet roszczeń terytorialnych na terenach poniemieckich – nie tylko z Raciborzem i Kłodzkiem, ale i Wałbrzychem, Jelenią Górą czy Karkonoszami. Ostatecznie do zbliżenia między obydwoma państwami doszło w wyniku zaostrzających się stosunków na linii Wschód-Zachód i nacisków radzieckich. Po wystąpieniu amerykańskiego sekretarza stanu Jamesa Byrnesa 6 września 1946 roku, w którym stwierdził on, że granice na Odrze i Nysie Łużyckiej są tymczasowe, strona polska postanowiła odpuścić sprawę Zaolzia. Znalazło to zrozumienie po stronie czechosłowackiej. 10 marca 1947 roku podpisano układ o przyjaźni i wzajemnej pomocy, który uspokajał relacje Warszawy i Pragi.
Długie trwanie konfliktu

Dla Polski i Czechosłowacji pierwsze miesiące po zakończeniu drugiej wojny światowej w Europie były okresem intensywnego podbijania nastrojów nacjonalistycznych, w naturalny sposób powiązanych ze sprawą granic. Zarówno Warszawa, jak i Praga, chciały osiągnąć sukces w sprawie Zaolzia i były gotowe podejmować nawet stanowcze kroki (represje, akcje wojskowe), by postawić na swoim. Rok 1945 był już jednak w tej części Europy czasem dominacji Stalina i Związku Radzieckiego – decyzja dyktatora doprowadziła do zawieszenia konfliktu i rezygnacji Polaków z Zaolzia, a Czechów z Kłodzka i Raciborza.

Kryzys 1945 roku w relacjach polsko-czechosłowackich był swoistą dogrywką sporu z lat 1919-1920 i 1938. Niewielki obszar nad Olzą budził narodowe emocje i prowadził do radykalnych rozwiązań. To, jak bardzo skomplikowane były relacje na linii Warszawa-Praga w pierwszej połowie XX wieku, w swojej książce pt. Nieznośny ciężar braterstwa. Konflikty polsko-czeskie w XX wieku pokazał Michał Przeperski.
Bibliografia:

    Kamiński Marek Kazimierz, Polsko-czechosłowackie stosunki polityczne 1945–1948, PWN, Warszawa 1990.
    Materski Wojciech, Dyplomacja Polski lubelskiej, ISP PAN/Oficyna Wydawnicza Rytm, Warszawa 2007.
    Pałka Jarosław, Poksiński Jerzy, Michał Żymierski 1890-1989, IPN, Warszawa 2015.
    Pałys Piotr, Skupiska czeskie w Kłodzku, Raciborskiem, Głubczyckiem i Żytawskiem wobec planów zmiany granic państwowych po II wojnie światowej, Adam Marszałek, Toruń 2009.
    Pavlíček Jaromír, Nacjonalizm czeski jako element jednoczący partie polityczne Frontu Narodowego w okresie konfliktu polsko-czechosłowackiego (1945-1947) [w:] Między przymusową przyjaźnią a prawdziwą solidarnością. Czesi – Polacy – Słowacy 1938/1939–1945–1989, red. Petr Blažek, Paweł Jaworski, Łukasz Kamiński, Warszawa 2009.
    Przeperski Michał, Nieznośny ciężar braterstwa. Konflikty polsko-czeskie w XX wieku, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2016.
    Szymkowicz Paweł, Polsko-czechosłowacki konflikt graniczny na odcinku Śląska Opolskiego i Opawskiego w latach 1945-1947, Stowarzyszenie Instytut Śląski/Państwowy Instytut Naukowy – Instytut Śląski w Opolu, Opole 2002.
    Szczepańska Anna, Warszawa–Praga 1948–1968. Od nakazanej przyjaźni do kryzysu, Uniwersytet Szczeciński, Szczecin 2011.



Autor: Tomasz Leszkowicz


materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org





POLECAMY TAKŻE: