Kategorie

Zapraszamy do dyskusji

'Kocioł' pod Ruskim Brodem









Po ciężkich walkach w okolicach Kielc oddziały XXIV Korpusu Pancernego z 4 Armii Pancernej : 16 i 17 Dywizja Pancerna, 20 Dywizja Grenadierów Pancernych i resztki 424 batalionu czołgów ciężkich wycofywały się w kierunku północno-zachodnim szosą na Mniów-Końskie. Niewykluczone ,że od tych oddziałów oderwała się jakaś grupa i wycofała się nie na Końskie, tylko w kierunku północnym na Samsonów-Stąporków - później grupa ta także mogła znaleźć się w „kotle”.



Wydzielona grupa bojowa 10 Dywizji Grenadierów Pancernych z XXIV Korpusu Pancernego znajdowała się w Skarżysku-Kamiennej, później znalazła się w "kotle" pod Ruskim Brodem. XXXXII Korpus Armijny w składzie 72,88 i 291 Dywizji Piechoty znajdował się także w okolicach Kielc i wycofywał się w kierunku północnym na Samsonów-Stąporków, 342 Dywizja Piechoty z tego samego korpusu miała najdłuższą drogę odwrotu na zachód - znajdowała się w okolicy Ostrowca Świętokrzyskiego-Opatowa i uciekała przed Rosjanami na zachód w kierunku Starachowic-Skarżyska-Kamiennej. W odwodzie korpusu znajdowała się natomiast 70 Brygada Saperów. Prawdopodobnie w wycofującym się XXXXII KA znajdowały się również niedobitki pododdziałów dwóch rozbitych na południe od Kielc dywizji piechoty - 68 i 168 Dywizji Piechoty.

Spod Radomia, szosą na Przysuchę-Opoczno wycofywały się wojska z 9 Armii, głównie piechota z 45 Dywizji Grenadierów (VIII Korpus Armijny) oraz z 17 i 214 Dywizji Piechoty (LV Korpus Pancerny), a także jednostki pancerne z 19 Dywizji Pancernej (XXXX Korpus Pancerny) i jednostki artylerii przeciwlotniczej z I Korpusu Artylerii Przeciwlotniczej - części 10 i 23 oraz 17 Dywizja Artylerii Przeciwlotniczej.

W każdym z cofających się w kierunku zachodnim lub północno-zachodnim niemieckich zgrupowań były także różne samodzielne pułki, bataliony tyłowe, bataliony ochronne, zapasowo-szkolne typu „ersatz und ausbildung”, bataliony budowlane i oddziały obcojęzycznych "ochotników" ze wschodniej i azjatyckiej części Europy.

Jednostki XXXXII Korpusu Armijnego w czasie odwrotu atakowane były głównie przez radzieckie lotnictwo, które dało się we znaki na zatłoczonych pojazdami i sprzętem szosach…

 

W dniach 16/17 stycznia jednostki XXXXII korpusu podjęły obronę w Stąporkowie, który przechodził kilka razy z rąk do rąk. Opór miał na celu opóźnienie natarcia Rosjan z kierunku południowego i umożliwienie reszcie wycofującego się XXXXII KA dalszego odwrotu, zwłaszcza że Końskie 16 stycznia były już zajęte (po krótkiej walce) przez przeciwnika i droga na zachód przez to miasto została zablokowana. W Stąporkowie najcięższe walki toczyły się w zachodniej części obecnego miasta, przy zabudowaniach huty - walczyli tam między innymi żołnierze z kompanii sztabowej 506 Pułku Grenadierów 291 Dywizji Piechoty.

Na kominie huty znajdowało się stanowisko niemieckiego karabinu maszynowego, zniszczone w trakcie walki przez radziecki czołg. Walki o to małe miasteczko były wyjątkowo zacięte, nierzadko wręcz walczono o każdy budynek. Po kilkunastu godzinach na placu boju pozostało 13 zniszczonych niemieckich pojazdów pancernych, między innymi pojazd obserwacyjny artylerii Panzerbeobachtungswagen III (z 16 lub 17 Dywizji Pancernej), niszczyciel czołgów Marder III Ausf M (z Pz.Jag.Abt.27 ze składu 17 Dywizji Pancernej), czołg ciężki Pz.Kpfw.VI Ausf H1 „Tiger” (prawdopodobnie z resztek 424 sHPzAbt, które cofały się razem z grupą Nehringa w kierunku na Końskie) i transporter opancerzony Sd.Kfz.250 przewożący amunicję do lekkich haubic polowych 10,5 cm. Większość niemieckich pojazdów pancernych była porzucona w zachodniej części obecnego miasta, obok stawu i kościoła. Zniszczone zostały także 3 lub 4 radzieckie czołgi.

W Stąporkowie zginęło 126 żołnierzy Wehrmachtu i Waffen SS, straty radzieckie wyniosły kilkudziesięciu zabitych. Na zbiorowym grobie żołnierzy niemieckich poległych w Stąporkowie stoi teraz blok mieszkalny, Rosjanie ekshumowani po 1945 r. pochowani są na cmentarzu w Baryczy. Ogromna większość zabudowań Stąporkowa została zrównana z ziemią, zniszczenia sięgały 80%... Największe zniszczenia poniosła zachodnia część miasteczka...

Ocalałe oddziały niemieckie wycofały się drogą w kierunku wsi Niekłań, gdzie później dołączyły do reszty zgrupowania, w Niekłaniu przy przejeżdżaniu przez zamarznięty staw zatonęły dwa czołgi średnie Pz.Kpfw.IV Ausf H lub J.

 

18 stycznia 1945 roku wycofujące się z kierunku Stąporkowa zgrupowanie XXXXII KA w lesie w okolicy wsi Boków-Ruski Bród spotkało się z kolumną, która odłączyła się ze zgrupowania cofającego się od Radomia na Przysuchę-Opoczno.

Południe "kotła" (okolice wsi Boków) tworzyły oddziały 72 i 291 DP, w centrum była 88 i 342 DP, na północy zgromadzone były jednostki napływające od Przysuchy. W "kotle" znalazło się prawdopodobnie około 60000 niemieckich żołnierzy i ich sojuszników.

Co do liczebności żołnierzy w "kotle" - same 4 dywizje piechoty XXXXII Korpusu (72,88,291 i 342 DP) miały dnia 1 stycznia 1945 roku łącznie 42235 żołnierzy, a w ciągu 6 dni walk w odwrocie (od 12 do 18 stycznia) straty nie były chyba zbyt wielkie. Poza tym w "kotle" było kilkanaście samodzielnych pułków i różnych batalionów, grupa bojowa 10 DGrenPanc oraz niedobitki oddziałów rozbitych jeszcze na linii Wisły. 18 stycznia 1945 r. marszałek Koniew nakazał zniszczyć niemieckie zgrupowanie siłami 3 Armii Gwardii (21 Korpus Armijny od zachodu i 120 Korpus Armijny od wschodu). 21 KA rozwinął się na linii Opoczno-Białaczów-Końskie z zadaniem zatrzymania i rozbicia uciekających z „kotła” sił niemieckich. Następnego dnia (19 stycznia 1945 r.) trwał już zacięty bój - o godzinie 9-tej rano na polach Ruskiego Brodu rozegrała się mała bitwa, w czasie której zniszczono kilka niemieckich wozów pancernych. Pod wieczór tego samego dnia na owych polach Niemcy okopani na skraju lasu z bronią maszynową dosłownie wystrzelali atakujących Rosjan, a co ciekawe inni Rosjanie ostrzelali później tych swoich z moździerzy (stanowiska radzieckich moździerzy były w okolicy kościoła, cmentarza i obecnej szkoły).

Po kilku szturmach i niepowodzeniach radzieckiej piechoty w walkach w lesie ruskobrodzkim Rosjanie przestali atakować i walczyć, a ograniczyli się do nieustannego ostrzeliwania lasu ogniem artyleryjskim.

Niemcy pojedynczo lub podzieleni na grupy w sile batalionu lub pułku wychodzili z lasu „gościńcem” od strony Bokowa, przebijali się przez będącą w ogniu wieś i uciekali w ogólnym kierunku na Gowarczów i Białaczów.

Walki w samej wsi i na skraju lasów trwały 2 dni i 2 noce, podczas których Ruski Bród wielokrotnie przechodził z rąk do rąk. Walka (nierzadko wręcz na bagnety i saperki) toczyła się o poszczególne podwórka i pojedyncze budynki (po bitwie duża ilość trupów żołnierzy obu walczących armii leżała na podwórkach, w budynkach gospodarczych w domach i piwnicach).

Przy przebijaniu się ponosili ogromne straty, głównie od ognia artyleryjskiego. W tym czasie rozbito sztaby LVI KPanc i 10 DGrenPanc, a ich dowódców złapano lub zabito. Zginął także dowódca 72 DP - gen. Hohn.

Lasy na północny-zachód od Ruskiego Brodu były rejonem, skąd Niemcy przeprowadzali nieustanne kontrataki w celu rozbicia pierścienia okrążenia i dlatego Rosjanie nieustannie "przykrywali" je ogniem artyleryjskim. Stanowiska radzieckiej artylerii znajdowały się w okolicy Końskich i na wschód od Ruskiego Brodu w kierunku na Chlewiska i Przysuchę. Co ciekawe w czasie walki nie używano lotnictwa - tylko raz dziewięć radzieckich samolotów ostrzelało kolumnę samochodów.

Dzień 21 stycznia był przełomowym dniem bitwy - Niemcy przerwali pierścień radzieckiego okrążenia i uciekali w ogólnym kierunku na Białaczów-Paradyż, dotarli tam następnego dnia.

W okolicy Ruskiego Brodu pozostały jednak liczne niemieckie niedobitki. Dnia 22/23 stycznia w lasach "na południe od Paradyża" zabity został generał Graeser, dowódca 4 APanc. Jego teczkę i dokumenty przekazano do Sztabu Armii.

23 stycznia 1945 r. resztki rozbitych niemieckich oddziałów podeszły pod Sulejów, a w następnych dniach po dramatycznym przeprawieniu się przez Pilicę, dołączyły do "Kampfgruppe Nehring" i z nią wycofywały się dalej na zachód - aż do Odry.

 

Walki w okolicy Ruskiego Brodu trwały aż cztery dni (od 19 do 22 stycznia 1945 roku) i były bardzo krwawe. Nie wiadomo dokładnie jakie były straty obu walczących stron. Na pewno nie były małe biorąc pod uwagę ciągłe niemieckie kontrataki w celu rozbicia okrążenia i nieustanny radziecki ogień artyleryjski.

Relacje miejscowej ludności mówią o ogromnej liczbie poległych Niemców i Rosjan. Cała leśna droga Boków-Ruski Bród zwana „gościńcem bokowskim”(około 4,5 km długości) zapchana była samochodami ciężarowymi, sprzętem, taborami. Na niej też leżało dużo trupów żołnierzy i koni, mnóstwo różnorakiej amunicji, oporządzenia. Trupy leżały także we wsi Ruski Bród, poza tym w Ruskim Brodzie było kilkanaście zniszczonych wozów pancernych, w większości niemieckich. Przynajmniej trzy niemieckie pojazdy pancerne zniszczone były koło kościoła. Znamy także miejsce, w którym zniszczone było działo szturmowe StuG IV oraz miejsce zatopienia resztek rozbitego transportera opancerzonego Sd.Kfz.251.

Podobnie było w Bokowie - początek lasu i "gościńca" zawalony był trupami żołnierzy obu walczących ze sobą armii, jednak zabitych Rosjan było tutaj podobno znacznie więcej niż Niemców.

Okoliczna ludność przez pierwszych kilka dni po bitwie bała się iść do lasu, a jeszcze w dwa tygodnie po bitwie (może już nawet w lutym 1945 roku) można było spotkać w lesie pojedynczych niemieckich żołnierzy z rozbitych oddziałów. Byli oni z reguły wyłapywani przez Rosjan i rozstrzeliwani, przeważnie na miejscu w lesie, lub w samej wsi - np. pod murem kościelnym rozstrzelano po bitwie kilkunastu-kilkudziesięciu "freiwillige" ze wschodu, którzy zostali schwytani w lesie.

Z relacji wiadomo, że można było w ogromie porzuconego sprzętu znaleźć samochody ciężarowe załadowane nowymi mundurami, bielizną, kocami, talerzami - zniszczone wojną wsie i ich mieszkańcy skwapliwie korzystali z tego dobrobytu, a warto dodać że Ruski Bród zniszczony był od ognia artyleryjskiego w 80 procentach, zginęło 36 osób cywilnych, a wieś zawalona była porzuconym sprzętem i trupami. Na szczęście większość miejscowej ludności uciekła przed bitwą do okolicznych wsi, które nie były objęte zasięgiem "kotła", przeważnie w kierunku Przysuchy i Gielniowa.

W lecie (!) 1945 roku rozpoczęto akcję chowania trupów żołnierzy i zwierząt - w każdej z okolicznych wsi sołtys wyznaczał kilkanaście osób, które brały sprzęt i szły do lasu. Trupy ludzkie i zwierzęce ciągnięto końmi nierzadko kilkaset metrów i składano w jednym miejscu. Następnie na powierzchni ziemi składano porzuconą amunicję artyleryjską i ją detonowano, a w leje powstałe po wybuchu wrzucano zwłoki ludzkie (przeważnie około 150-200 w jednym dole), trupy zwierząt (koni) i nierzadko amunicję. Wykorzystywano w tym celu także gotowe, powstałe od ognia artyleryjskiego leje. W 1999 roku ekshumowano około 200 Niemców niedaleko leśniczówki w Ruskim Brodzie, w lesie w kilku znanych nam miejscach pozostały jeszcze masowe groby niemieckich żołnierzy.

Zabitych Rosjan częściowo chowano na cmentarzu grzebalnym we wsi, resztę wywieziono do Skrzynna. Niewykluczone, że chowano ich też na cmentarzu żołnierzy radzieckich w lesie pod wsią Barycz k/Końskich.

Sprzęt który pozostał w lasach padał łupem ludności rozbierającej na części pierwsze co tylko się dało, później pojawiły się wyspecjalizowane ekipy rozbierające wszystko z przeznaczeniem na złom lub części zamienne (zwłaszcza łożyska sprzedawane na targowiskach w Końskich i Opocznie). Pojazdy pancerne "rozbijano" detonując w ich wnętrzach materiały wybuchowe - kilkadziesiąt lat później w lesie można było jeszcze odnaleźć potężne porozrywane fragmenty pancerzy...

Porzucona broń czy oporządzenie w większości także "padały łupem" ludności - nieśmiertelników i innych drobiazgów nikt nie zbierał, a w niektórych miejscach były ich rozrzucone setki.

Oczywiście pozostały także nieliczne większe przedmioty: niemieckie hełmy, "rury" od Panzerfaustów, puszki po maskach przeciwgazowych, ogniwa gąsienic, stalowe łuski artyleryjskie czy wymienne lufy do ręcznych karabinów maszynowych MG-34 i MG-42 czy skrzynki na taśmę do nich.

 

Na początku lat 80-tych lasy w okolicy wsi zaczęli odwiedzać pierwsi poszukiwacze z wykrywaczami metali. Z opowieści tych "pionierów eksploracji" wiadomo, że można było wtedy znaleźć na tym dziewiczym terenie mnóstwo ciekawych fantów. Słyszałem opowieści o znalezieniu skórzanej torby z odznaczeniami, kilkuset nieśmiertelników na drucie czy puszki po masce przeciwgazowej wypełnionej kosztownościami i nie są to historie wyssane z palca. Trafiała się też nieliczna broń, wymienne lufy do ręcznych karabinów maszynowych MG-34 i MG-42 podobno można było zbierać dziesiątkami. Inne powszechnie występujące niespodzianki to lufy do 2 cm działek przeciwlotniczych lub np. kilkadziesiąt "Panzerfaustów" w jednym miejscu. Sporo też poniewierało się skrzynek na taśmę do karabinów maszynowych MG-34 i MG-42, oczywiście ładownych . Ktoś tam wykopał rusznicę PTRS i karabin samopowtarzalny G-41 w jednym dołku, ktoś inny lufę od niemieckiego moździerza 81 mm.

Na początku lat 90-tych w lasy napłynęła kolejna fala poszukiwaczy, największe "nasycenie" lasów ludźmi z piszczałkami wypadło na połowę lat 90-tych.

Obecnie poszukiwaczy jest chyba coraz mniej i bardzo dobrze, bo las już od dawna wygląda jak ser szwajcarski – nie zakopane doły, często pokopane na głębokość 60 cm, rozrywkowe fanty na powierzchni ziemi. Żadnego spektakularnego fantu dawno nie wyciągnięto w tych lasach ;), trafiają się wystrzelone łuski karabinowe i pistoletowe świadczące o bitwie, sporo różnorakich części masek przeciwgazowych, mnóstwo odłamków artyleryjskich i setki przedmiotów, których przeznaczenia trudno się domyślać, gdyż są częścią większych rzeczy - najczęściej pojazdów mechanicznych.

Czasami (już coraz rzadziej niż kilka lat temu) spotkać można niemieckie odznaczenia - najczęściej są to mosiężne i stalowe „Verwundetenabzeichen im Schwarz” czyli popularnie „czarne za rany”. Trafiają się także „Winterschlachty” (czasami z resztkami wstążek, po kilka sztuk w jednym miejscu - możliwe że ukryte przez niemieckich żołnierzy), krzyże "Kriegs Verdienst Kreuz II", odznaki szturmowe piechoty i „ogólne” w różnych wersjach oraz - niestety przeważnie połamane - brązowe „szpangi” za walkę wręcz. W ogóle większość znajdowanych odznaczeń jest uszkodzona - możliwe, że łamali je sami żołnierze lub (co chyba bardziej prawdopodobne) ludzie w czasie ściągania mundurów z trupów poległych żołnierzy.

Rzadkością (jak do tej pory) są Krzyże Żelazne (słyszałem tylko o wykopanych stopionych ze sobą 3 sztukach EKII, widziałem też „Miecze do Żelaznego Krzyża”). Równie rzadkie są tarcze - do tej pory wykopywano trzy ich typy - Narvik, Kubań i Krym. Znaleziono też kilka sztuk „Tapferkeits und Verdienst Auszeichung fur Angehorige der Ostvolker” tzw. „słoneczek“ nadawanych walczącym w niemieckich szeregach „ochotnikom wschodnim“.

W ruskobrodzkim lesie trafił się także tłok pieczętny poczty polowej o numerze FP 05510 (14 kompania 105 Pułku Grenadierów z 72 DP) oraz aluminiowa klamra i srebrny sygnet SS.

Kilka lat temu wykopano skrzyneczkę z ponad setką aluminiowych nieśmiertelników z biciem „STAB 291 I.D.” oznaczającym sztab 291 Dywizji Piechoty z XXXXII KA, miały one kolejne numery i wybite grupy krwi.

Ciekawą historię bitwy można wyczytać właśnie ze znalezionych nieśmiertelników niemieckich żołnierzy - spory procent zajmują blaszki z jednostek XXXXII KA i "ersatz batalionów". Można jednak znaleźć też "erkennungsmarki" z jednostek, które nigdy nie postawiły nogi w tej okolicy. Przykłady można by mnożyć - jednym z nich jest blaszka z 1 Dywizji Piechoty będącej w 1945 roku w Prusach Wschodnich.

Ciekawe są także nieśmiertelniki Kriegsmarine (prawdopodobnie po oddziałach płetwonurków Kriegsmarine, które minowały mosty na Wiśle na przełomie 1944/45 roku) i jednostek Luftwaffe. Trafiają się także ślady bytności obcokrajowców będących w niemieckiej służbie - nieśmiertelniki azerbejdżańskich i turkiestańskich batalionów piechoty oraz skróty 'Hiwi' i 'Frw.' na nieśmiertelnikach z rdzennie niemieckich oddziałów (przoduje w tym 698 Pułk Grenadierów z 342 DP oraz 88 i 291 DP). Wiadomo na przykład, że 2 cm czterolufowe działko przeciwlotnicze Flakvierling 38 stojące na skraju wsi w czasie bitwy miało cudzoziemską obsługę. W czasie wychodzenia z okrążenia ci właśnie cudzoziemcy walczyli najbardziej fanatycznie. Po prostu nie mieli nic do stracenia, dostanie się w ręce Rosjan znaczyło tylko jedno - rozstrzelanie na miejscu nierzadko poprzedzone okrutnymi torturami.

Przy odrobinie szczęścia można znaleźć pozostałości po zwycięskiej Armii Czerwonej - najczęściej są to łuski i amunicja kalibru 7,62 x 25 do pistoletów maszynowych, rzadziej łuski z amunicji karabinowej 7,62 x 54R, czasami można trafić na skorodowany magazynek od "pepeszy" lub "diegtariewa".

Pozostałości po bitwie jest coraz mniej i pozostaje ocalić od zapomnienia to, co jeszcze istnieje. Starzy ludzie z okolicznych wsi umierają i pamięć o starciu koło Ruskiego Brodu się zaciera, a znają oni mnóstwo ciekawych historii. Jedną z ciekawszych jest autentyczna historia o niemieckim oficerze (miał psa wilczura), który ukrył się w jednym z domów na wsi Kacprów (w 1952 r. wieś wysiedlono, ale to zupełnie inna para kaloszy). Przesiedział w chałupie przez całą bitwę i gdy Rosjanie na dobre zajęli wieś wyszedł na zewnątrz chcąc się poddać.

Efekt był taki, że nieszczęśnikowi odstrzelono nogi i zakazano rodzinie mieszkającej w tym domu dobicia go bądź udzielenia mu pomocy. Niemiec oczywiście umarł z upływu krwi, a jego pies przez równy tydzień siedział przy zwłokach pana, aż zdechł z głodu. W chałupie zostały jego dokumenty, zdjęcia i pistolet maszynowy MP-40, którego rodzina przechowywała do lat 70-tych aż gdzieś się zapodział.

 

Ogólnie rzecz biorąc - szybka bitwa, spore straty po obu stronach, duży teren do chodzenia, ciężkie warunki terenowe - kamienie, błoto, teren ogólnie „przeryty”, ludzie raczej nie pokażą gdzie kopać ("E panie, tam już nic ni ma"), sporo rozrywkowych fantów, sporo odłamków, stopionych kawałków metali kolorowych utrudniających kopanie i śmieci, ale i tak okolice Ruskiego Brodu i Bokowa to nasz ulubiony teren do poszukiwań. Historię czuje się w powietrzu i myśli się o ludziach, którzy tam zginęli, szczególnie wykopując rzeczy osobiste żołnierzy.

W wyniku walk wieś Ruski Bród poniosła 80% straty w zabudowaniach, z ludzi którzy zostali w swoich domach na czas bitwy 36 osób zginęło, a wiele było rannych. Większość zniszczeń spowodowana była radzieckim ogniem artyleryjskim, natomiast według relacji ludności Niemcy niszczyli zabudowania granatami ręcznymi, a w nocy podpalali strzechy chałup by oświetlić pole walki. Także po bitwie ludność ponosiła straty - kilka razy słyszałem o wybrykach pijanych „sołdatów” jak na przykład rzucanie granatami na podwórka czy wprost do mieszkań. Kilka osób zginęło też po 1945 roku w wyniku wybuchów różnorakich niewypałów i niewybuchów.

 

Po stronie niemieckiej dywizje z XXXXII KA poniosły ciężkie straty w ludziach, utraciły także większość ciężkiego sprzętu. Inne niemieckie oddziały też były rozproszone i rozbite. Straty w ludziach ciężko ustalić, na pewno były one niemałe - spotkałem się z dwoma różnymi wersjami: 7000 i 11000 zabitych i zaginionych. Spora ilość jeńców została także rozstrzelana po bitwie, w czasie przeczesywania lasów przez Rosjan.

Straty radzieckie są nieznane i trudne do ustalenia. Już na samym początku bitwy 19 stycznia 1945 r. w Ruskim Brodzie Niemcy wystrzelali cały radziecki batalion piechoty. W Bokowie cały koniec wsi był zawalony trupami czerwonoarmistów. Całkowicie rozbity był 161 Pułk Strzelców z 95 DPGw. - dnia 19 stycznia do ataku na Niemców w Ruskim Brodzie ruszyły ostatnie rezerwy na czele z dowódcą, kapitanem Selkinem i sztandarem pułku, który kilka razy przechodził z rąk do rąk. Straty też musieli ponieść w walkach w lesie, czy w momencie przebicia się Niemców przez pierścień okrążenia. Z relacji świadków wiadomo też, że po bitwie leżało w okolicy dużo trupów radzieckich żołnierzy. Jednak dokładna liczba poległych Rosjan jest trudna do ustalenia. Jaka jest prawda?

Zastanawiające jest też, dlaczego powojenna propaganda milczała na temat bitwy w "kotle". Czyżby nasi "sojusznicy" ponieśli za wysokie do nagłośnienia straty?

 

Gdyby ktoś znał jakieś ciekawe fakty dotyczące walk w "kotle", opisy ciekawych znalezisk z okolicy czy posiadał informacje o biciach na niemieckich nieśmiertelnikach z rejonu „kotła” proszony jest o kontakt!

Za wszelką pomoc z góry dziękuję!

 

Mój adres - bjarrsbcrew@poczta.onet.pl lub Gadu-Gadu - 6747724

Bjar

więcej informacji znajdziecie pod adresem: www.freiwilligecrew.poszukiwania.pl