Kategorie

Zapraszamy do dyskusji

Jak czołgu szukaliśmy ...









Co to jest przygoda ? Jak ją przeżyć ? Jak się na nią załapać ? Kiedyś szukali jej młodzi, teraz sięgnęli po nią również Ci mniej młodzi. Czy przygodę można kupić, czy można skorzystać z gotowego przepisu na to jak ją odnaleźć. Otóż moi mili odpowiedź brzmi nie – i to stanowczo nie. Przygoda musi odnaleźć swojego partnera i wciągnąć go w swój wir.



 

Dla mnie przygoda jak zwykle zaczęła się niespodziewanie. Do mojego niedawnego biura, w którym zarabiałem na życie, wpadł z samego rana znajomy plastyk. Po minie wiedziałem, że będzie coś ekstra.
- Panie Rafale, interesuje Pana czołg ??
Spojrzałem na niego uważniej. Czołg przecież zawsze się przyda, czy to do odwiedzin banku, w którym odmówili kredytu, czy też jako środek transportu w momencie gdy prawo jazdy od kilkunastu lat jest nr jeden na liście pilnych spraw do załatwienia na już.
Kilku czołgów już szukałem, efekty były różne, śmiało można powiedzieć, że odwrotnie proporcjonalne do zaangażowania.
- Panie Leszku, CHĘTNIE – z nieodłącznym akcentem na przeciągane Ę. Jednak niech Pan powie coś więcej na ten temat. Głownie gdzie i za ile.
Jak to w sprawach, w których pierwszoplanową rolę odgrywa poważny sprzęt, relacja była treściwa. Teren znajomego i rzeczka, w której ma to być. Znajomy akurat zamierza na dniach kopać obok rzeczki staw, więc i tak będzie rył koparką teren – zaczyna za dwa dni.
Po wyjściu Pana Leszka wykonałem kilka telefonów do znajomych aby poinformować ich jaki to temat będziemy robili w weekend.
Dwa dni minęły szybko. W umówiony ranek dotarliśmy na wskazane miejsce. Pierwszą niespodzianką była rzeczka z relacji. Na miejscu okazała się całkiem poważną rzeką – szeroką, jak i głęboką. Drugą byłą ilość wędkarzy okupujących wytrwale brzegi rzeki.
Wyciągany z aut sprzęt w mgnieniu oka ściągnął do nas prawie wszystkich wędkarzy, którzy po przyjeździe sprawiali wrażenie ospałych i zrezygnowanych ignorancją ryb na ich podchody. Oczywiście korzystając z okazji dopytaliśmy o interesujący nas fragment rzeki. Pozytywne było to, że wędkarze potwierdzali istnienie w wodzie czegoś większego.
Uruchomiliśmy sprzęt i po kilku minutach mieliśmy wytypowane miejsca na brzegu, które pokrywały się ze wskazaniami wskazaniami wody.
Łopaty poszły w ruch, kopaliśmy na zminę więc szybko dotarliśmy do poziomu wody. Niestety ze znalezisk mogliśmy pochwalić się jedynie konserwami. Wróciliśmy ponownie do sprzętu i rozpoczęliśmy dokładne namierzanie „tego czegoś” w wodzie. Po niedługim czasie udało się nam zlokalizować dokładne miejsce w rzece.
Ryzykując kąpiel najodważniejszy z grupy, a zarazem najchudszy wychylając się z brzegu zahaczył w wodzie o coś łopatą. Z powodu koloru wody, która w tym czasie była czarna, nie mogliśmy dojrzeć co tam siedzi.
Wróciliśmy do domów i pewnie do lata zapomnielibyśmy o czołgu. Jednak już po kilku dniach w drzwiach biura pojawił się Pan Leszek.
- Panie Rafale, a gdyby tak przy kopaniu stawy sprawdzić to miejsce na brzegu ? I może też szuflą z koparki zagarnąć w wodzie, tam gdzie mieliście sygnał ?
Nie skorzystać z takiej propozycji to grzech. Zgodziłem się podając Panu Leszkowi ponownie dokładne namiary na miejsce gdzie należało zanurzyć szuflę.
Po dwóch dniach znów zawitał u mnie plastyk, tym razem z najnowszymi wiadomościami.
W miejscu gdzie odkryliśmy konserwy okazało się, że lata temu ktoś zorganizował sobie wysypisko śmieci. Ot, normalna sytuacja na polskiej wsi. Natomiast w wodzie koparka na coś natrafiła.
Tutaj powinienem zakończyć i odesłać do kolejnego odcinka. Dla własnej wygody i przed nawałem pytań w mailach dokończe jednak opowieść o przygodach „czołgu w rzece”.
Koparka pracująca z brzegu delikatnie zanurzyła szuflę w wodzie. Powoli przesuwając ją natrafiła na opór. Na szczęscie dla koparki opór nie był duży i po chwili to coś zaczęło się stopniowo wynurzać.
Wyobraźcie sobie zdziwienie wszystkich wokół gdy z oczekiwanego czołgu zrobiła się ¼ samochodu. Tak, tak – ¼ samochodu. Równo podzielonego i dokładnie przyciętego. Niestety nie udało się się ustalić jakiej to marki był pojazd.
Na koniec zagadka. Po jaką cholerę ktoś taszczył nad rzekę ¼ auta??

Jak więc widzicie przygoda może być różna. Dla nas przygodą było uczestnictwo w odnalezieniu „czołgu w wodzie”, dla wędkarzy ta sama przygoda przybrała inne barwy i z pewnością między sobą, jak i w domach temat poszukiwaczy czołgu będzie długo żywy. Podobnie dla operatora koparki mającego wyciągnąc z wody jakiś skarb.
Nie szukajcie jej na siłę, wystarczy wybrać się z Klubem Poszukiwaczy Skarbów na wyprawę aby smak przygody zmienił Wasze ułożone życie, w pełne pozytywnego szaleństwa hobby.

 

foto: Thomas Warm
Thomas Warm