Kategorie

Zapraszamy do dyskusji

J. Ted Hartman „Czołgista. Z 11 Dywizją Pancerną od bitwy w Ardenach po dzień zwycięstwa”.





Sklep Poszukiwania.pl




Do lektury wspomnień  J. Teda Hartmana „Czołgista”  wprowadza nas  przedmowa, napisana przez  profesor Spencera C. Truckera. Ten  specjalista od historii wojskowości przedstawił w niej krótką historię amerykańskiej broni pancernej oraz sprzęt którego używała Armia Stanów Zjednoczonych podczas II Wojny Światowej.

Książka „Czołgista”, autorstwa  Teda Hartmana powstała w oparciu o listy, które w czasie wojny wysyłał do domu. Ponowna lektura, tej korespondencji skrupulatnie przechowywanej przez jego rodziców, przywołała wojenne wspomnienia i zainspirowała do jej napisania. We wspomnieniach Hartmana jest wszystko co dotyczyło jego żołnierskich losów począwszy od powołania do wojska, poprzez stoczone bitwy, aż do demobilizacji. Z niemal  kronikarską dokładnością relacjonuje  swoje życie codzienne na froncie: co jadł,  jak dbał o nogi żeby ich sobie nie odmrozić, jak wyglądały stosunki z tubylcami. Wspomina  o niemieckich obozach koncentracyjnych do których wkroczyła armia amerykańska, opisuje  dobijanie Tysiącletniej Rzeszy w ostatnich dniach wojny i spotkanie z żołnierzami sowieckimi.

Jednak kiedy wszystko zaczynało wracać do normalności , opadł bitewny kurz, a nad głową przestały świszczeć  kule, Hartamn dochodzi do takiej oto konkluzji :

 „Może to zabrzmi dziwnie i niezrozumiale, ale po kapitulacji Niemiec czuliśmy coś w rodzaju zawodu. Od miesięcy żyliśmy na adrenalinie, a oto nagle wojna w Europie się skończyła, a wraz z nią codzienne zastrzyki adrenaliny.”

Ted Hartman miał 19 lat kiedy został wysłany na wojnę. Tam musiał się zmierzyć z rzeczywistością, która była dla niego daleko obca, zresztą jak dla wielu innych ludzi w jego wieku. Pierwsza niepokojąca refleksja naszła go kiedy jadąc czołgiem mijał dwa amerykańskie cmentarze z czasów I wojny. Widząc  krzyże na mogiłach poległych zastanawiał się czy i on tak skończy. Parę dni później podczas drugiego dnia działań bojowych po raz pierwszy zobaczył  na ziemi zwłoki amerykańskiego żołnierza. Patrząc na nie zdjęty grozą zadawał sobie pytania bez odpowiedzi:  Jak ludzie mogą zabijać się z zimną krwią i jak mogą patrzeć na coś takiego?  Jednak największe wrażenie zrobiła na nim śmierć na żywo, którą zobaczył podczas jednej z wielu opisywanych bitew.

„Nasza piechota zmechanizowana podjęła próbę ataku w transporterach opancerzonych, ale z powodu intensywnego ostrzału szybko się cofnęła. Niemieckie osiemdziesiątki ósemki błyskawicznie trafiły trzy transportery, które stanęły w ogniu. Jeden z żołnierzy wyskakiwał z pojazdu, gdy zajęło się na nim ubranie. Upadł na ziemię i płonął. Patrząc na to, nieomal straciłem wiarę w ludzkość. Nie widziałem dotąd tak strasznego widoku.

Musieliśmyzniszczyćniemieckiczołg,którytrafiłw trans porter. Zaczęliśmy prażyć do niego z armat i w końcu dopięliśmy swego, chociaż wcześniej szkop trafił jeden z naszych wozów. Pocisk przebił wieżę, uśmiercił jej trzyosobową załogę i wyszedł drugą stroną. Wiedzieliśmy, że niemiecka osiemdziesiątka ósemka jest bardzo potężna, ale ten pokaz jej siły ognia wstrząsnął nami do głębi. Zmierzyliśmy potem odległość, z jakiej szkopski pocisk został wystrzelony – 1550 metrów, prawie cała mila!”

Zaledwie po 6 miesiącach życia w ekstremalnych warunkach Hartman w pełni zaakceptował otaczający go świat.  Umiał zabijać, umiał patrzeć na śmierć i umiał z tym żyć. Stał się stuprocentowym wojownikiem. Choć wiadomość o śmierci kolegów zawsze robiła na nim przykre wrażenie, to był całkowicie uodporniony na widok trupów. Nie robiły  one na nim  żadnego wrażenia, można powiedzieć, że jego wojenna inicjacja dobiegła końca.

Wyruszyliśmy wcześnie i zajęliśmy pozycję wyjściową do natarcia. Na ziemi leżał śnieg, więc czekając na rozkaz do ataku, rozpaliliśmy ognisko. Jakieś pięć metrów dalej leżały dwa szkopskie trupy. Pół roku wcześniej dostalibyśmy dreszczy na ten widok, ale tego dnia tylko sobie żartowaliśmy.”  

Czytając wspomnienia Hartmana należy pamiętać też, a może przede wszystkim o tym, że on jak i wielu jego kolegów z wojny było zwykłymi nastolatkami, wręcz jeszcze mentalnymi dziećmi.

Zatem kiedy nie musieli być dorosłymi i zabijać Niemców to po prostu bawili się właśnie jak dzieci.:

 „Któregośdnia po południu, skończywszy pracę w parku motorowym, zaczęliśmy się bawić w kowbojów i Indian. Biegaliśmy po polu, goniąc jeden drugiego, gdy raptem jeden z pistoletów maszynowych wypalił. Nikt nie został ranny, ale incydent przeraził nas nie na żarty i w jednej chwili odechciało nam się zabaw. Mieliśmy już pewne doświadczenie  bojowe, dzięki czemu byliśmy nieco dojrzalsi, lecz nie przestaliśmy być bardzo młodymi chłopakami. Większość z nas miała zaledwie dziewiętnaście lat.”

J. Ted Hartman ostatnie dwa rozdziały swoich jak że ciekawych wspomnień, poświęca obchodom 50 rocznicy bitwy w Ardenach, na które został zaproszony. Powrót na dawne pola bitew przywołał dawne wspomnienia i był dla niego fascynującym, a niekiedy wzruszającym przeżyciem.  J.Ted Hartman swoja książkę kończy przeslaniem   

„Obyśmy nigdy już nie byli świadkami tak katastrofalnych i strasznych wydarzeń jak te, które omal nie doprowadziły do zagłady naszego świata podczas drugiej wojny światowej.”

https://replika.eu/tytul/czolgista-z-11-dywizja-pancerna-od-bitwy-w-ardenach-po-dzien-zwyciestwa/

 








POLECAMY TAKŻE: