Kategorie

Zapraszamy do dyskusji

Geschoss 318 - pocisk z gazową niespodzianką


Istnieje wiele metod zniszczenia czołgu. Można przebić jego pancerz silnym ładunkiem wybuchowym lub rozpędzonym pociskiem przeciwpancernym. Trzeba jednak wiele sprytu i pomysłowości, by zagazować jego załogę. Szczególnie, gdy siedzi ona jeszcze we wnętrzu pojazdu.


Najprostszym sposobem porażenia załogi pojazdu pancernego gazem bojowym jest rozlanie trującej substancji na powierzchni pojazdu. Parujący płyn, korzystając ze wszelkich szczelin, wpłynie do środka, utrudniając czołgistom pracę lub przyczyniając się do ich śmierci. Problem w tym, że taka taktyka wymaga użycia kilku kanistrów płynnego gazu, a także „współpracy” załogi celu. Mówiąc krótko, pancerniacy musieliby grzecznie zatrzymać swój pojazd i czekać na śmierć z założonymi rękoma, na co na prawdziwym polu bitwy nie można było liczyć. Niemcy stworzyli jednak pocisk pozwalający na przebicie pancerza i dostarczenie gazu do wnętrza pojazdu.

Tankgewehr 1918

Pierwszym karabinem przeciwpancernym świata był niemiecki Tankgewehr, wprowadzony w 1918 roku. TGew to prosta i nieskomplikowana konstrukcja, wystrzeliwująca w kierunku celu stalowe pociski kalibru 13 mm. Za jej powstaniem nie stała żadna głębsza myśl techniczna, lecz chęć jak najszybszego wprowadzenia do służby broni na tyle potężnej, by przebić pancerz czołgu i na tyle lekkiej, by mógł przenieść ją pojedynczy żołnierz. Tankgewehr był ciężki, łamał obojczyki strzelcom, jednak pozwalał na zniszczenie dowolnego czołgu wprowadzonego do akcji przez Brytyjczyków lub Francuzów. Na szczęście dla ich załóg, wprowadzono ich zbyt mało, by zmienić losy wojny. Postanowienia Traktatu Wersalskiego nakazywały zniszczenie wszystkich egzemplarzy, jednak Niemcy nie mieli zamiaru pozbywać się tak skutecznej broni. Na wschodzie Europy rosła Armia Czerwona, siła zbrojna powołana do życia w celu rozprzestrzeniania komunizmu, dysponująca własnymi pojazdami pancernymi. Niemcy, jeśli marzyli o ich zatrzymaniu, musieli być gotowi. Do potencjalnego starcia z bolszewickimi siłami pancernymi przygotowali się bardzo solidnie. W 1925 roku w magazynach Reichswery znajdowały się jeszcze 804 egzemplarze karabinu przeciwpancernego Tankgewehr.


Pierwszy karabin przeciwpancerny na świecie - Tankgewehr 1918

Małe jest piękne

Wehrmacht szykując się do kolejnej wojny musiał zadbać o odpowiednie zabezpieczenie piechoty przed atakiem pancernym. Pod koniec II wojny światowej wszystkie europejskie armie dysponowały już wyrzutniami rakiet przeciwpancernych, granatnikami, miotaczami, wyspecjalizowanymi ładunkami wybuchowymi, butelkami samozapalającymi i całą masą taktyk służących skutecznemu niszczeniu czołgów. W połowie lat trzydziestych XX wielu wszystkie te rzeczy pozostawały w sferze fantastyki. W tym okresie przeciętny żołnierz piechoty był tak samo przygotowany do walki z bronią pancerną jak podczas I wojny światowej. Rozwój broni piechoty stał w miejscu, a czołgi stawały się coraz większe i trudniejsze do zniszczenia. Potrzebne były nowe, śmiałe rozwiązania, które w starciu z pojazdem pancernym mogły przechylić szalę zwycięstwa na stronę piechura.


Nabój kalibru .303 (z lewej) i nabój 13.2×92SR (z prawej)

Rozwiązanie przyszło z dość nieoczekiwanej strony. Od chwili narodzin walki z czołgami uważano, że tylko duży, ciężki pocisk może skutecznie przebić nieprzyjacielski pancerz. Inżynier Hermann Gerlich sprzeciwił się temu tradycyjnemu założeniu. Prowadząc badania nad bronią myśliwską odkrył, że najważniejszym czynnikiem w broni na dużego zwierza powinna być nie masa pocisku, lecz jego prędkość. Gerlich wpadł na rewolucyjny pomysł użycia pocisku o „normalnym” kalibrze ze znacznie zwiększoną ilością materiału miotającego. W ten sposób pocisk uzyskiwał bardzo wysoką prędkość początkową, określaną nawet na 1100 m/s. Wojskowi z różnych państw natychmiast dostrzegli potencjał tej technologii. Możliwe było stworzenie niewielkiej broni o potężnych właściwościach pancerzobójczych. Pozostało wcielić myśl w życie.


Niemiecki żołnierz z PzB 39. Wyraźnie widać wystające naboje z dwóch ładownic znajdujących się po bokach broni (fot. Koch/ Bundesarchiv, Bild 101I-208-0050-15A / Koch / CC-BY-SA)

Krótka historia długiego karabinu. Karabin przeciwpancerny wz. 35 – przyczynek do tematu We wrześniu 1939 roku swój debiut na polu walki miała jedna z najciekawszych broni, jakie trafiły kiedykolwiek w ręce polskiego żołnierza. Był to karabin przeciwpancerny wz. 35, którego historia stanowi do dziś źródło niekończących się kłótni i polemik.Niemcy przystąpili do budowy nowej amunicji z typowym dla siebie pragmatyzmem Dysponując sprawnymi liniami produkcyjnymi amunicji 13X92SR, postanowili wykorzystać łuskę starego naboju do stworzenia nowoczesnej amunicji przeciwpancernej. Szyjkę przeprojektowano tak, by można było zmieścić w niej mniejszy pocisk. Dzięki temu ładunek prochowy nadający prędkość wystarczającą do przebicia pancerza 50 gramowemu pociskowi kalibru 13 mm działał na ważący 14.5 grama pocisk kalibru 7.92 mm. W rezultacie udało się osiągnąć wzrost prędkości wylotowej wystrzeliwanego pocisku o 425 metrów na sekundę (niektóre źródła podają wyższe prędkości). Konstruktorzy dołożyli starań, by był on jak najbardziej zabójczy.

Patrone 318


Nabój - Patrone 318 (Źródło: D 460/3+ Ringbuch der Infanteriemunition. Band I, b.m.w. 1941, tabl.1.)

Nowy pocisk, stanowiący sam w sobie arcydzieło mechaniki precyzyjnej, nosił nazwę Geschoss 318 S.m.K.H.Rs.L’spur (Spitzgeschoss mit Kern(Hart), Reizstoff, Leuchtspur). Można to przetłumaczyć jako pocisk typ 318, ostrołukowy z wzmocnionym rdzeniem, kapsułką gazową i smugaczem. Wymiarami przypominał zwykły pocisk karabinowy, stosowany w amunicji 7.92X57. Każda z jego części miała swoje specyficzne zadanie.

Koszulka z miękkiej stali (niem. Flussstahl jomband) miała za zadanie ułatwić wejście pocisku w gwinty broni, a także chronić i scalać całość. Kolejną warstwę tworzył płaszcz z miękkiego ołowiu (niem.Weichblei), również pomagający w prawidłowym wejściu pocisku w gwint, a poprzez swoją masę dodatnio wpływał na balistykę i zdolności penetracyjne broni. Dopiero pod nim krył się wolframowy rdzeń (niem. Hartkern), na którym spoczywała rola przebicia pancerza. O ile wspomniane elementy były w zasadzie standardowymi komponentami karabinowego pocisku przeciwpancernego, to na pewno nie była nim niewielka kapsułka z gazem łzawiącym (niem.Reizstoff), ukryta wewnątrz rdzenia. To ona była „tajnym składnikiem” Geschoss 318. Według założeń konstruktorów, rdzeń przebijając pancerz miał wciągnąć kapsułkę za sobą do wnętrza pojazdu bojowego. Pojedyncze trafienie nie przysporzyłoby załodze więcej trudności niż trafienie zwykłym karabinowym pociskiem przeciwpancernym, jednak kilka czy kilkanaście pocisków S.m.K.H.Rs.L’spurwpadających do środka pocisku zwiększyłoby stężenie gazu łzawiącego do tego stopnia, że załoga zostałaby zmuszona do zaprzestania walki lub opuszczenia pojazdu.

Za rdzeniem i kapsułką, otoczona z trzech stron miękką stalą, znajdowała się masa zapalająca, pełniąca rolę smugacza (niem. Leuchtsatz). Dzięki niej strzelec mógł śledzić tor lotu pocisku i miejsce trafienia. Od ładunku miotającego oddzielała ją niewielka przekładka z tworzywa sztucznego (Mipolam). Dopiero po jej przepaleniu podczas strzału rozgrzane gazy prochowe zapalały smugacz. Musiało się to stać w określonej odległości od wylotu lufy, by nie oślepić strzelającego. Ostatnim elementem był niewielki pierścień z elektronu (niem. Elektron), pomagający utrzymać wszystkie części na swoim miejscu.

Po osadzeniu pocisku w łusce Patronenhülse 318 otrzymano nabój Patrone 318. Wytworzono łącznie 9.417.400 sztuk amunicji 7.92X94 S.m.K.H.Rs.L’spur.

Zastosowanie


Łuska - Patronenhülse 318 (Źródło: D 460/3+ Ringbuch der Infanteriemunition. Band I, b.m.w. 1941, tabl. 32.)

O zastosowaniu Panzerabwehrbüchse 38 czy 39 w walkach 1939 roku nie ma żadnych danych. Były to konstrukcje najczęściej wykorzystujące omawianą amunicję. Co ciekawe, zdobyczną polską amunicję 7.92X107, stosowaną w karabinach przeciwpancernych wz.35, rozcalano i na miejsce polskiego pocisku wkładano Geschoss 318.

Wiadomo natomiast, jak rusznice strzelające omawianą amunicją sprawowały się podczas walk we Francji. Pomimo użycia tak dopracowanej amunicji, niemiecka piechota w walce z czołgami była praktycznie bezsilna. Większość alianckich czołgów miała zbyt gruby pancerz, by zniszczyć je za pomocą czegoś innego niż działo 88 mm lub silnego ładunku wybuchowego. Zespoły przeciwpancerne dysponujące rusznicami miały większe szanse z samochodami pancernymi czy lekkimi czołgami, jednak Geschoss 318 spisał się poniżej oczekiwań. Kapsułki z gazem, mające być asem w rękawie niemieckich zespołów przeciwpancernych pozostawały najczęściej na zewnątrz trafionego pojazdu. Być może wyciągały ją resztki osłony rdzenia, być może winne były naprężenia. Rezultat był jednak oczywisty - Geschoss 318 był niewiele więcej skuteczny od zwykłego karabinowego pocisku przeciwpancernego.

Gaz, który miał porazić załogę czołgu wykazał mimo wszystko swą skuteczność, choć nie w taki sposób jak to przewidywano. Wokół pojazdów ostrzeliwanych tą amunicją wytwarzała się zasłona gazowa, bardzo skutecznie odstraszająca żołnierzy usiłujących zaatakować pancerny cel za pomocą ładunków wybuchowych. Jeśli obsługa rusznicy strzelała z niewielkiej odległości, również ona mogła odczuć ten niechciany rezultat swoich działań.


Pocisk - Geschoss 318 (źródło: D 460/3+ Ringbuch der Infanteriemunition. Band I, b.m.w. 1941, tabl.20.)

Niemcy zareagowali na te niepowodzenia zmianą pocisku. Geschoss 318 został zastąpiony przez tzw.Panzergeschoss, czyli lity kawałek metalu z miedzianym pierścieniem wiodącym. Pocisk składał się więc praktycznie z samego rdzenia przeciwpancernego. Panzergeschoss uderzał w cel z większą siłą i wybijał większą dziurę, jednak wprowadzając go Niemcy przyznali się do nieskuteczności swojej przeciwpancernej amunicji gazowej.

Podsumowanie

Końcowa ocena Geschoss 318 jest dość złożona. Z technicznego punktu widzenia był to bardzo interesujący pocisk. Żadne z pozostałych państw konstruujących własną lekką lufową broń przeciwpancerną piechoty nie zdecydowało się na takie skomplikowanie konstrukcji pocisku o tak niewielkich wymiarach. Geschoss 318 miał potencjalnie wielkie możliwości. Gdyby jego konstrukcję dopracowano w większym stopniu, mógłby on stać się bronią zapewniającą niemieckiej piechocie możliwość skutecznego zwalczania lekkich pojazdów pancernych. Szybki przyrost grubości pancerzy czołgów używanych przez wrogów III Rzeszy skazał jednak całą konstrukcję na szybkie zapomnienie.

Bibliografia

  • Brandt Jacob H., Hamann, Windisch, Die Militärpatronen Kaliber 7,9mm-ihre Vorläufer und Abarten, Journal-Verlag Schwend, Schwabisch Hall 1981.
  • D 460/3+. Ringbuch der Infanteriemunition. Band I, Heereswaffenamt WaPrüf 1 VII, b.m.w. 1941.
  • Das 13-mm-Tankgewehr vom Mauzer im 1. Weltkrieg, [w:] „Waffen Revue”, 82 (1991).
  • Felsztyn Tadeusz, Polski karabin ppanc., „Kultura. Szkice, opowiadania, sprawozdania”, Février–Mars 1953.
  • Gander Terry, Chamberlain Peter, Enzyklopädie deutscher waffen 1939 – 1945. Handwaffen, artillerie, beutewaffen, sonderwaffen, Motorbuch-Verlag, Stuttgart 2008.
  • Iannamico Frank, 7.92 mm Panzerbüchse (Pz.B.) 39 German Anti-Tank Rifle. Small Caliber Tank Buster, [w:] „The Small Arms Review”, vol. 8 (2003).
  • Pfeuffer Hans, Kameraden vom Edelweiß. Drei Jahre Kampf für Großdeutschland. 1938–1939–1940, Bertelsmann, Gütersloh 1942.
  • Rathke Artur, Ewige Infanterie, Riegler, Berlin 1943.
  • Williams Anthony G., Rapid fire. The development of automatic canon, heavy machine guns and their ammunition for armies, navies and air forces, Airlife, Shrewsbury 2000.
  • Tank Rifles, [w:] Panzerfaust. WW II German Infantry Anti-Tank Weapons, [dostęp: 22 maja 2013]

Autor: Łukasz Męczykowski
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org